AKTUALNOŚCI
  
 
TRZYNASTA KOLEJKA, TRZYNASTEGO, PECHOWA DLA NEFRYCIAN
09.12.2011 
 
Zaczęło się od dziwnej sytuacji, ponieważ pojawiając się na stadionie w Żórawinie ok. godz. 9.00 nie zastaliśmy żywej duszy. Było to co najmniej dziwne, gdyż zgodnie z terminarzem rozgrywek oraz obsadą podaną na stronie internetowej DZPN mecz miał rozpocząć się o godzinie 10.00. Po jakimś czasie pojawili się sędziowie a po godz. 10.00 działacz gospodarzy oznajmiając, że godz. rozpoczęcia zawodów została przesunięta na godz. 11.00, jednocześnie komunikując, iż takie zawiadomienie przesłano nam faksem. Sęk w tym, że nikt nigdy takiego pisma z nas nie widział. Arbitrzy też byli zdziwieni rzekomą zmianą godziny spotkania. W związku z tym rozjemca Andrzej Pawlak skontaktował się z prezesem DZPN a ten zasugerował rozegranie pojedynku.

Na zbiórkę nie przybył Jarek Demski. Nieobecny był także kontuzjowany Michał Krawiec oraz przebywający za granicą Michał Balewicz. Choroba uniemożliwiła także występ Tomkowi Sopacie.
Miejscowi o dziwo znajdowali się w strefie spadkowej i można było się spodziewać, że w konfrontacji z biało-zielonymi będą starali się powalczyć o jakąś zdobycz punktową. Trzeba też przyznać, że żórawianie ulegali przeciwnikom w nieznacznych rozmiarach. Już na początku rywalizacji żółtą kartką za rozegranie rzutu wolnego bez gwizdka ukarany został Artur Brzeźny. Jak się okazało ta pochopna decyzja sędziego miała duży wpływ na losy potyczki. Chwilę później groźną akcję skonstruowali rywale, kiedy to jeden z nich minął Irka Brzezickiego, ale na szczęście z odsieczą ruszył Adrian Żak, ratując swój zespół przed stratą gola. Ten sygnał ostrzegawczy nie podziałał jakoś pobudzająco na gości, bo już w 7 min. nefrycianie przegrywali 0-1. Złe ustawienie naszej defensywy wykorzystał zawodnik gospodarzy, ładnym uderzeniem z powietrza umieszczając futbolówkę w siatce. W odpowiedzi w 10 min. niewiele pomylił się Staszek Ziemba. W 13 min. w znakomitej okazji po zagraniu Ptaka znalazł się Marcin Lisowski, ale nie będący pod koniec sezonu w optymalnej formie Lisu przegrał pojedynek sam na sam. Minutę później po prostopadłym podaniu Alberta Kaczora oko w oko z bramkarzem miejscowym z kolei stanął Sylwek Filas, jednak nie zdyskontował tej szansy na bramkę, posyłając piłkę obok słupka. Żórawianie nie zapuszczali się zbytnio pod świątynię Ira i oddali inicjatywę rywalowi, choć dopiero w 27 min. podopieczni trenera Marka Mazura stworzyli kolejną okazję na doprowadzenie do remisu, kiedy po kornerze Lisu uderzył nad poprzeczką. W 32 min. znowu w dobrej pozycji strzeleckiej znalazł się Marcin, jednak po dośrodkowaniu Arcziego główkował nad klatką. To w zasadzie była ostatnia sytuacja z pierwszej odsłony warta odnotowania.

Po przerwie jordanowianie już w 47 min. mogli wyrównać straty, ale Mateusz Sionkowski nie potrafił spożytkować dokładnego dogrania od Ptaka. Z miarę upływu czasu na murawie więcej było spięć między piłkarzami niż ciekawych akcji. Nefrycianie niby próbowali przenieść ciężar gry pod bramkę miejscowych, ale szło im to topornie. Nie radząc sobie z zawiązywaniem akcji frustrację wyładowywali na przeciwniku, czego konsekwencją były żółte kartki. W 75 min. zupełnie niewytłumaczalnie zachował się Arczi, który rozpędzony wybiegł z gałą za linię końcową i niespodziewanie złośliwie wyekspediował skórę na kilkadziesiąt metrów, Za niesportowcy gest napomniany został żółtkiem, a że to była już druga kartka tego koloru, musiał opuścić boisko. Trudno stwierdzić co podkusiło naszego pomocnika do takiego zachowania, ale zabrakło mu chyba chłodnej głowy i rozsądku w tym wszystkim. Osłabiając swoją drużynę zdecydowanie ograniczył możliwości wywiezienia z Żórawiny choćby punktu. Pogodzeni z losem biało-zieloni nie byli w stanie zagrozić już gospodarzom.

Szkoda, że finisz rundy nie odbył się po myśli nefrycian. Ciężko powiedzieć też co było główną przyczyną porażki. Na pierwszy rzut oka wyglądało, że zawiodła skuteczność, bo okazji podbramkowych nasi chłopcy mieli wystarczającą ilość. Niby przed meczem byliśmy faworytami, ale liga pokazała, że nie raz dochodziło już do niespodzianek. Zabrakło też poniekąd należytej determinacji.

Jesień wszakże była całkiem udana dla biało-zielonych. Trzecia pozycja w tabeli to na pewno sukces, choć apetyt rósł w miarę jedzenia. Sześciopunktowy dystans do jaszowiczan nie jest wcale tak duży, ale wiele zależy od tego, jakim potencjałem ludzkim będzie dysponował trener. Odejście z ekipy zapowiada nasz najskuteczniejszy strzelec Marcin Lisowski, który jest nagabywany przez Stary Śleszów i sam w rozmowie z trenerem Krzykowskim wyraził chęć przejścia do przedstawiciela klasy okręgowej. Trochę to dziwi, bo miejsce w rozgrywkach pokazuje, że można powalczyć o wysokie cele. Wydaje się, że na wyobraźnię Marcina zadziałały też inne czynniki a nie tylko klasa zespołu z gminy Żórawina. Nie ma wszak ludzi niezastąpionych a poza tym Lisu jeszcze nie zdeklarował wobec działaczy jednoznacznie woli odejścia.

KS ŻÓRAWINA - NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI 1-0 (1-0)

Sędziował:
A. Pawlak jako główny.

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - A. Kaczor, A. Żak (C), T. Mirowski, M. Czyż - A. Brzeźny, R. Gabryś (64 min. L. Czyż), M. Sionkowski (78 min. D. Lech), S. Filas - S. Ziemba (P. Pacułt), M. Lisowski.

Czerwona kartka (Nefryt):
A. Brzeźny (dwie żółte).

Żółte kartki (Nefryt):
A. Żak, M. Lisowski. S. Ziemba.