Zaczęło
się od dziwnej sytuacji, ponieważ pojawiając się na stadionie w Żórawinie
ok. godz. 9.00 nie zastaliśmy żywej duszy. Było to co najmniej dziwne,
gdyż zgodnie z terminarzem rozgrywek oraz obsadą podaną na stronie
internetowej DZPN mecz miał rozpocząć się o godzinie 10.00. Po jakimś
czasie pojawili się sędziowie a po godz. 10.00 działacz gospodarzy
oznajmiając, że godz. rozpoczęcia zawodów została przesunięta na
godz. 11.00, jednocześnie komunikując, iż takie zawiadomienie przesłano
nam faksem. Sęk w tym, że nikt nigdy takiego pisma z nas nie widział.
Arbitrzy też byli zdziwieni rzekomą zmianą godziny spotkania. W związku
z tym rozjemca Andrzej Pawlak skontaktował się z prezesem DZPN a ten
zasugerował rozegranie pojedynku.
Na zbiórkę nie przybył Jarek Demski. Nieobecny był także
kontuzjowany Michał Krawiec oraz przebywający za granicą Michał
Balewicz. Choroba uniemożliwiła także występ Tomkowi Sopacie.
Miejscowi o dziwo znajdowali się w strefie spadkowej i można było się
spodziewać, że w konfrontacji z biało-zielonymi będą starali się
powalczyć o jakąś zdobycz punktową. Trzeba też przyznać, że żórawianie
ulegali przeciwnikom w nieznacznych rozmiarach. Już na początku
rywalizacji żółtą kartką za rozegranie rzutu wolnego bez gwizdka
ukarany został Artur Brzeźny. Jak się okazało ta pochopna decyzja sędziego
miała duży wpływ na losy potyczki. Chwilę później groźną akcję
skonstruowali rywale, kiedy to jeden z nich minął Irka Brzezickiego, ale
na szczęście z odsieczą ruszył Adrian Żak, ratując swój zespół
przed stratą gola. Ten sygnał ostrzegawczy nie podziałał jakoś
pobudzająco na gości, bo już w 7 min. nefrycianie przegrywali 0-1. Złe
ustawienie naszej defensywy wykorzystał zawodnik gospodarzy, ładnym
uderzeniem z powietrza umieszczając futbolówkę w siatce. W odpowiedzi w
10 min. niewiele pomylił się Staszek Ziemba. W 13 min. w znakomitej
okazji po zagraniu Ptaka znalazł się Marcin Lisowski, ale nie będący
pod koniec sezonu w optymalnej formie Lisu przegrał pojedynek sam na sam.
Minutę później po prostopadłym podaniu Alberta Kaczora oko w oko z
bramkarzem miejscowym z kolei stanął Sylwek Filas, jednak nie
zdyskontował tej szansy na bramkę, posyłając piłkę obok słupka. Żórawianie
nie zapuszczali się zbytnio pod świątynię Ira i oddali inicjatywę
rywalowi, choć dopiero w 27 min. podopieczni trenera Marka Mazura
stworzyli kolejną okazję na doprowadzenie do remisu, kiedy po kornerze
Lisu uderzył nad poprzeczką. W 32 min. znowu w dobrej pozycji
strzeleckiej znalazł się Marcin, jednak po dośrodkowaniu Arcziego główkował
nad klatką. To w zasadzie była ostatnia sytuacja z pierwszej odsłony
warta odnotowania.
Po przerwie jordanowianie już w 47 min. mogli wyrównać straty, ale
Mateusz Sionkowski nie potrafił spożytkować dokładnego dogrania od
Ptaka. Z miarę upływu czasu na murawie więcej było spięć między piłkarzami
niż ciekawych akcji. Nefrycianie niby próbowali przenieść ciężar gry
pod bramkę miejscowych, ale szło im to topornie. Nie radząc sobie z
zawiązywaniem akcji frustrację wyładowywali na przeciwniku, czego
konsekwencją były żółte kartki. W 75 min. zupełnie niewytłumaczalnie
zachował się Arczi, który rozpędzony wybiegł z gałą za linię końcową
i niespodziewanie złośliwie wyekspediował skórę na kilkadziesiąt
metrów, Za niesportowcy gest napomniany został żółtkiem, a że to była
już druga kartka tego koloru, musiał opuścić boisko. Trudno stwierdzić
co podkusiło naszego pomocnika do takiego zachowania, ale zabrakło mu
chyba chłodnej głowy i rozsądku w tym wszystkim. Osłabiając swoją
drużynę zdecydowanie ograniczył możliwości wywiezienia z Żórawiny
choćby punktu. Pogodzeni z losem biało-zieloni nie byli w stanie zagrozić
już gospodarzom.
Szkoda, że finisz rundy nie odbył się po myśli nefrycian. Ciężko
powiedzieć też co było główną przyczyną porażki. Na pierwszy rzut
oka wyglądało, że zawiodła skuteczność, bo okazji podbramkowych nasi
chłopcy mieli wystarczającą ilość. Niby przed meczem byliśmy
faworytami, ale liga pokazała, że nie raz dochodziło już do
niespodzianek. Zabrakło też poniekąd należytej determinacji.
Jesień wszakże była całkiem udana dla biało-zielonych. Trzecia
pozycja w tabeli to na pewno sukces, choć apetyt rósł w miarę
jedzenia. Sześciopunktowy dystans do jaszowiczan nie jest wcale tak duży,
ale wiele zależy od tego, jakim potencjałem ludzkim będzie dysponował
trener. Odejście z ekipy zapowiada nasz najskuteczniejszy strzelec Marcin
Lisowski, który jest nagabywany przez Stary Śleszów i sam w rozmowie z
trenerem Krzykowskim wyraził chęć przejścia do przedstawiciela klasy
okręgowej. Trochę to dziwi, bo miejsce w rozgrywkach pokazuje, że można
powalczyć o wysokie cele. Wydaje się, że na wyobraźnię Marcina zadziałały
też inne czynniki a nie tylko klasa zespołu z gminy Żórawina. Nie ma
wszak ludzi niezastąpionych a poza tym Lisu jeszcze nie zdeklarował
wobec działaczy jednoznacznie woli odejścia.
KS ŻÓRAWINA - NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI 1-0 (1-0)
Sędziował:
A. Pawlak jako główny.
Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - A. Kaczor, A. Żak (C), T. Mirowski, M. Czyż - A. Brzeźny,
R. Gabryś (64 min. L. Czyż), M. Sionkowski (78 min. D. Lech), S. Filas -
S. Ziemba (P. Pacułt), M. Lisowski.
Czerwona kartka (Nefryt):
A. Brzeźny (dwie żółte).
Żółte kartki (Nefryt):
A. Żak, M. Lisowski. S. Ziemba.
|