AKTUALNOŚCI
  
 
PO BLAMAŻU W BOROWIE, CZARNY MYŚLI W GŁOWIE…
02.09.2014 
 
Pojedynek z beniaminkiem z Borowa miał po części dać odpowiedź na co ewentualnie stać biało-zielonych, ponieważ spotkanie z Przewornem nie zweryfikowało prawdziwej wartości nefrycian. Młoda ekipa jest nieprzewidywalna i trudno wróżyć co rzeczywiście jest warta. Już na zbiórce przedmeczowej wyszło na jaw, że przy ustalaniu składu nie będzie mógł brany pod uwagę Michał Krawiec, który ponoć regenerował siły po weselu. Z kolei inne źródła wskazywały na to, że Misiek zmaga się z urazem mięśniowym. Absencja M. Antonia podyktowana była uczestnictwem w uroczystości ślubnej.

Wszyscy sympatycy jordanowian przekonani byli, że z przeciwnikiem, który borykał się z problemem odpowiedniej frekwencji na treningach, nasi gracze sobie poradzą. Co niektórzy z jordanowskich zawodników buńczucznie zapowiadali nawet demolkę. Uprzedzając fakty, doszło do prawdziwej kompromitacji, dawno nie widzianej w wydaniu nefrycian. Ale po kolei…

Trener desygnował do gry nominalnie najmocniejsze zestawienie. Już od pierwszej minuty przyjezdni wdali się w niepotrzebną wymianę ciosów. Brakowało cierpliwości i precyzji w rozgrywaniu akcji. Szarpana gra była wodą na młyn dla zespołu z ościennej gminy. Pierwszą w miarę dogodną okazję stworzyli jordanowianie. A. Brzeźny posłał futbolówkę do swojego kuzyna Pawła, ale dośrodkowanie było za głębokie i pewnie wyłapał je bramkarz miejscowych. Raptem minutę dalej przed wyśmienitą szansą na napoczęcie rywala stanął P. Tapka, który uprzedził obrońcę. Niestety naszemu pomocnikowi zabrakło zimnej krwi i uderzył niedokładnie, pozwalając na skuteczną interwencję ostatniej instancji gospodarzy. Kolejna faza zawodów to bezładna kopanina w środku pola. Żadna z drużyn nie potrafiła poukładać sobie gry i obserwowaliśmy poziom z boisk C-klasy. W 15 min. przed następną sposobnością do otwarcia rezultatu starcia stanęli biało-zieloni a konkretnie Tapczan, który po niezdarnym uderzeniu z rzutu wolnego jednego z nefrycian przejął piłkę, po czym próbował strzelać, jednak celność pozostawiała wiele do życzenia. Borowianie widząc nieporadność oponentów, zaczęli śmielej organizować swoje wypady. Pierwszym sygnałem była sytuacja z 20 min., kiedy to tylko w sobie wiadomy sposób napastnik miejscowych nie zamienił na gola wyśmienitej szansy. Później tylko uśmiechowi fortuny bianco-verde zawdzięczali, to że nie stracili bramki, gdy gała ostemplowała słupek świątyni P. Gadomskiego. W końcu impas strzelecki przełamali podopieczni M. Bielskiego. Po podaniu Arcziego w pole karne wpadł D. Lech i perfekcyjnie wykończył akcję, pakując bala do siatki. W 34 min. doszło do wymuszonej zmiany w szeregach przyjezdnych. Niespecjalnie radzącego sobie A. Barabacha, z powodu kontuzji kolana, zastąpił J. Szczęśniak. A już w 36 min. powinno być 2-0. P. Rudziński obsłużył podaniem Siwego, wyprowadzając go na stuprocentową okazję. Szkoda tylko, że chyba najlepszy w szeregach nefrycian piłkarz fatalnie przestrzelił. Potem A. Gieracki zaliczył niepotrzebną stratę, po której właściwie musiało być 1-1. Na szczęście kapitalnym wyczuciem błysnął Meny, ratując swoich kolegów. Tak na marginesie Piotrek spisywał się w pierwszej połowie bardzo dobrze. Jedynie co można było mu zarzucić, to niepewne wyjścia na przedpole. Jeszcze przed ostatnim gwizdkiem sędziego w pierwszej części wyborną okazję na podwyższenie prowadzenia zmarnował Arczi, uderzając po podaniu Siwego obok „prostokąta”.

W przerwie trener nakreślił pewne schematy taktyczne, a zwłaszcza nakazał wzmocnić czujność w defensywie i krótkie krycie. Postanowił również dokonać korekty personalnej, wymieniając Giertycha na P. Chmielarczyka, co było wielce ryzykownym posunięciem, bo Adrian całkiem przyzwoicie poczynał sobie w defensywie a Heniu we wcześniejszych meczach nie spisywał się najlepiej, mając przede wszystkim problem z właściwym ustawianiem się w obronie. Borowianie postanowili od razu ruszyć do przodu. W 56 min. osiągnęli zamierzony cel, kiedy jeden z nich celnie uderzył z rzutu wolnego. Sęk w tym, że ta sytuacja nie powinna mieć miejsca, bo wcześniej niepotrzebny faul przed polem karnym sprokurowała nasza defensywa. W 59. Słabo spisującego się Włodka zastąpił D. Ginardo a już za chwilę później biało-zieloni przegrywali, bo bierność w destrukcji skutkowała stratą gola. W 63 min. nastąpiła kolejna zmiana. Na boisku w miejsce Siwego zameldował się G. Szwiec. Ta decyzja coacha zdziwiła co niektórych, gdyż Dawid w każdej chwili mógł ukłuć rywala. Następne minuty to postępująca degrengolada gości. W 67 min. po rzucie karnym miejscowi wychodzą na przewagę dwóch trafień. Prawdę powiedziawszy do jedenastki nie powinno dojść, bo karą za wysoko podniesioną nogę winien być rzut wolny pośredni. W 75 min. BKS pokazał po raz wtóry, że nasza postawa w defensywie woła o pomstę do nieba. Po kornerze nasi zawodnicy przyglądali się tylko jak ambitni borowianie walczą o kulę i kierują ją do siatki. Rozbici nefrycianie w 82 min. pozwolili miejscowym na zdobycie piątej bramki. W odpowiedzi po wrzutce G. Szwieca celne trafienie zapisał na swoje konto Tapczan. W ostatnich fragmentach rywalizacji każdy z zespołów zaliczył po jednym golu. Najpierw uczynili to gospodarze a potem drugie celne trafienie zapisał na swoje konto P. Tapka.

Upokarzająca przegrana w Borowie daje do myślenia. Przed sezonem wiadomo było, iż niedoświadczona drużyna może potrzebować czasu na zgranie. Zakładaliśmy aczkolwiek, że z beniaminkiem z Borowa jesteśmy zobowiązani sobie poradzić. Prawda okazała się brutalna i teraz kilku z biało-zielonych musiałoby zastanowić się nad dalszym sensem gry. Organizmu nie da się oszukać i nietrudno dostrzec, że sobotnie balangi odbijają się czkawką. Na swoim poziomie zagrał chyba jedynie T. Mirowski. Nasz golkiper spisywał się poprawnie i nie miał za wiele do powiedzenia przy większości bramek, ale przy jednej miał współudział, zamiast wybijać kulę podał ją niepotrzebnie do P. Turkiewicza, co w konsekwencji poskutkowało przechwytem gospodarzy.
Teraz do Jordanowa przyjeżdża jeden z faworytów rozgrywek, LKS Brożec, i należy wierzyć, że nefrycianom przynajmniej nie zabraknie zaangażowania i determinacji, bo realnie rzecz biorąc ekipa spod Strzelina jest silniejsza.

BKS BORÓW - NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI 6-3 (0-1)

Skład (Nefryt):
P. Gadomski - A. Kaczor, A. Gieracki (46 min. P. Chmielarczyk), P. Turkiewicz (74 min. M. Chmielarczyk), T. Mirowski - A. Brzeźny, P. Ziemba, D. Lech (63 min. G. Szwiec), A. Barabach (36 min. J. Szczęśniak), P. Tapka - P. Rudziński (59 min. D. Ginardo).

Żółte kartki (Nefryt):
T. Mirowski.

Sędziowali:
Sanecki jako główny oraz Banaś i Bujak.