AKTUALNOŚCI
  
 
CZŁONKOWIE BIAŁO-ZIELONEJ ARMADY DOKONALI KANONADY
06.10.2014 
 
Spotkanie przeciwko Sobocisku miało być tym na przełamanie i pokazać, że Ci co spisali nefrycian na straty grubo się pomylili. Szansę na dobry wynik były dosyć spore, bo chyba po raz pierwszy w tym sezonie jordanowianie dysponowali optymalną kadrą. Po paśmie sześciu kolejnych porażek, to już ostateczny czas, kiedy należało się podnieść i powoli spróbować oddalać się od strefy spadkowej. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie Czarni będą jednym z zespołów, z którym rywalizować będziemy o utrzymanie. Wszyscy związani z klubem byli sfrustrowani zerowym dorobkiem punktowym naszej ekipy. Jak na A-klasowe realia, to tutejsi piłkarze posiadają bardzo dobre warunki do trenowania, co zresztą pokazuje zadowalająca frekwencja na zajęciach i winno było się to przełożyć na lepszą postawę, niż dotychczas.

Pogoda w minioną niedzielę dopisała i licznie zgromadzeni kibice liczyli na ciekawe widowisko. Przyjezdni są jedną z najbardziej nieobliczalnych drużyn w rozgrywkach o czym chociażby świadczy ich konfrontacja przeciwko Przewornu, kiedy to prowadząc dwiema bramkami, dali sobie strzelić cztery gole po kolei a potem potrafili doprowadzić do wyrównania.

Trener, posiadając kłopot bogactwa, mógł przebierać jak w ulęgałkach i na środku obrony postawił na Adrian Gierackiego a na defensywnego pomocnika przesunął Sylwka Filasa. W środku tej formacji zameldował się znajdujący się w formie Artur Brzeźny a w kreowaniu akcji wspierać miał go Radek Gabryś. W wahadłowych pomocników z kolei mieli wcielać się Marek Antoń i Dawid Lech. Na desancie wysunięty był Michał Krawiec.

Pierwsze minuty upływały pod znakiem wzajemnego badania sił i rozpoznania swoich słabych stron. Sobociszczanie nastawili się głównie na zawiązanie jakiejś akcji zaczepnej, jednak nasza dobra postawa w destrukcji im to uniemożliwiała. W zasadzie przez pierwsze pół godziny na murawie wiało nudą. Senną i chaotyczną grę jako pierwsi przerwali biało-zieloni, zawiązując dokładny wypad. Piłka w konsekwencji trafiła do Arcziego, który został sfaulowany w obrębie szesnastki. Sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość i pewnym uderzeniem pokonał bramkarza przyjezdnych. Nefrycianie nie zamierzali na tym poprzestawać i w jednej z kolejnych akcji pozyskany z "Iskry" Janówek Marek Antoń zdobył swoją debiutancką bramkę w naszych barwach. Stało się to po wypadzie lewym sektorem i asyście Siwego, który dograł futbolówkę na przedpole. Nie wiedzieć czemu, zamiast pójść za ciosem i zadbać o dociągnięcie przewagi dwóch goli do przerwy nasi gracze wpadli w spiralę zamętu, co niespodziewanie pozwoliło gościom odrobić straty. Najpierw ładną akcję celnym strzałem zakończył Marcin Lipiński a potem dobrze prowadzący zawody arbiter Gładysz podjął wątpliwe rozstrzygnięcie, odgwizdując rękę jednego z naszych graczy w polu karnym. Sytuacja była dyskusyjna, gdyż nasz piłkarz nie miał intencji takiego zagrania a kula przypadkowo go dotknęła. Tak łatwe roztrwonienie przewagi nie napawało optymizmem, ale należało wierzyć w odbudowanie się naszych chłopców w drugiej części.
W kwadransie pauzy coach skrytykował swoich graczy za beztroskę w poczynaniach obronnych i nakazał im udowodnić swoją wyższość.

Nefrycianie już od pierwszych fragmentów drugiej odsłony zaczęli realizować nakreślony plan, choć trzeba przyznać, że to przyjezdni jako pierwsi wypracowali sobie dogodną okazję. Na nasze szczęście piłka po strzela napastnika gości powędrowała około metra obok świątyni Kondzia. Ta przestroga podziałała mobilizująco na jordanowian, bo odpowiedzieli w najlepszy sposób. Po dośrodkowaniu w pole karne Sobociska bezpańską piłkę przejął Arczi i z zimną krwią umieścił ją w "pajęczynie". Goście nie zdążyli jeszcze ochłonąć a przegrywali już 2-4. W 58 min. atomowym, kapitalnym uderzeniem z dystansu popisał się, napędzający nasze akcje skrzydłem, Dawid Lech a golkiper Czarnych nie zdążył nawet zareagować, kiedy gała zmierzała w jego kierunku z ogromną prędkością. Dobijanie gości trwało w najlepsze, w 60 min., wykorzystując gapiostwo obrońców przyjezdnych po wrzutce Tomka Mirowskiego, Arczi ze stoickim spokojem wcelował do klatki. W dalszym ciąg trwał napór gospodarzy i w 62 min. po koronkowej akcji z udziałem Siwego, Arcziego i Miśka, ten ostatni potwierdził swój dobry występ celnym trafieniem. W 65 min. po rzucie wolnym egzekwowanym przez Arcziego i nieporadnej interwencji bramkarza Czarnych kulę do siatki pakuje Marek Antoń, zapisując na swoim koncie drugiego gola. Pięć goli w dziesięć minut, to nie lada osiągnięcie i pewnie sobociszczanie jakby mogli rzucić ręcznik jak na ringu bokserskim, poddaliby się. A tak stracili w 76 min. jeszcze ósmą bramkę, kiedy rzut karny na gola zamienił Radek Gabryś. Przy sześciobramkowej przewadze Maciek Bielski dokonał wielu korekt w składzie. Zmiennikom na pewno nie zabrakło zaangażowania. Na pochwałę zasłużył zwłaszcza Piotrek Rudziński, które wprowadził dużo ożywienia w linii napadu. Zabrakło mu jedynie efektywności.

Zwycięstwo z Sobociskiem nastąpiło chyba w najlepszym możliwym a właściwie już ostatecznym momencie. Teraz powinno już być tylko lepiej. Przy takiej dyspozycji, jak w niedzielę, nie musimy pozostawać na straconej pozycji w pojedynku z liderem, Zachodem Sobótka, który po siedmiu kolejkach ustrzelił oczko, wygrywając wszystkie mecze.

NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI - CZARNI SOBOCISKO 8-2 (2-2)

Skład (Nefryt):
K. Frankiewicz - A. Kaczor (69 min. G. Szwiec) , A. Gieracki, M. Czyż, T. Mirowski (78 min. P. Turkiewicz) - S. Filas (62 min. P. Tapka), A. Brzeźny (71 min. P. Ziemba), R. Gabryś, D. Lech (75 min. P. Chmielarczyk), M. Antoń - M. Krawiec (78 min. P. Rudziński).

Bramki (Nefryt):
A. Brzeźny 3 (32 min. z rzutu karnego, 55 i 60 min.), M. Antoń 2 (34 i 65 min.), D. Lech (58 min.), M. Krawiec (62 min.), R. Gabryś (76 min. z rzutu karnego).

Sędziowali:
Gładysz jako główny oraz Józefiak i Banaś.