AKTUALNOŚCI
  
 
PO BOROWIE MĘTLIK W GŁOWIE
07.04.2014 
 
Pomni porażki w rundzie jesiennej podopieczni Józefa Kostka zamierzali zrewanżować się beniaminkowi z Borowa. Co prawda goście ulegli Zachodowi 0-10, ale z tego spotkania nie należało wyciągać zbyt daleko idących wniosków, zwłaszcza z uwagi na to, że mecz meczowi nierówny. Jordanowianie też eufemistycznie mówiąc, nie zachwycili w konfrontacji przeciwko Ognisku i z trudem wywalczyli zwycięstwo. Z perspektywy układu tabeli rywalizacja z BKS-em zdawała się być niezwykle istotna, gdyż w przypadku zwycięstwa mogliśmy się zadomowić w środkowej strefie tabeli.

Przed zawodami wiadomo było, że do tej potyczki biało-zieloni przystąpią osłabieni. Za czerwony kartonik otrzymany w rywalizacji przeciwko Ognisku pauzował Artur Brzeźny, natomiast Albert Kaczor przekroczył limit żółtych kartek i też czekał go jeden mecz odpoczynku. W żaden sposób nie można było jednak usprawiedliwiać się tymi absencjami, ponieważ nefrycianie posiadają szeroką kadrę i każdy z zawodników rezerwowych winien być właściwym uzupełnieniem.

Pierwsza faza konfrontacji toczyła się w środkowej zonie i co może dziwić , to przyjezdni wykazywali się większą aktywnością i zaangażowaniem grę. Nasi gracze myśleli chyba, że wygrają ten pojedynek na stojąco. Zupełnie nie istniał środek pola, brakowało piłkarza, który przetrzymałby futbolówkę i rozprowadził akcję dokładnym podaniem. Borowianie walczyli zaciekle i w 20 min. tylko olbrzymiej indolencji strzeleckiej napastnika BKS-u miejscowi zawdzięczali, że nie stracili gola. Z interwencją nie zdążył, pewnie spisujący się w przekroju całego spotkania, Sylwek Filas a rozpędzony zawodnik gości minął Irka Brzezickiego i w sobie tylko wiadomy sposób nie trafił do pustej bramki. Trudno sobie wyobrazić łatwiejszą okazję do zdobycia bramki. To było poważne ostrzeżenie dla biało-zielonych i należało bardziej skoncentrować się i nie pozostawiać rywalowi za dużo przestrzeni na boisku. Niestety już w 28 min. brak odpowiedniego ustawienia i skupienia umożliwił przeciwnikowi otworzyć wynik. Nie bez udziału przy straconym golu był też Irek Brzezicki, który nieudolnie próbował wybijać piłkę po lekkim strzale z rzutu rożnego jednego z Borowian. Ostatecznie gała wtoczyła się do siatki i przyjezdni objęli jak najbardziej zasłużone prowadzenie, gdyż z perspektywy dotychczasowego przebiegu konfrontacji bardziej im zależał ona uzyskaniu trafienia. Jordanowianom w kolejnych minutach dalej gra się nie kleiła i w wreszcie zdenerwowany trener postanowił coś zmienić w ustawieniu personalnym. Padło na Patryka Turkiewicza, w którego miejsce na placu zameldował się zmagający się wcześniej z urazem mięśniowym Michał Krawiec. W międzyczasie po starciu z Marcinem Czyżem kontuzji obojczyka nabawił się jeden z borowian i musiał opuścić murawę, a że był to jedyny młodzieżowiec BKS do końca zawodów występować musiał w dziesięcioosobowym składzie. Przewaga jednego gracza do końca pierwszej odsłony nie została zdyskontowana przez gospodarzy.

W przerwie nefrycianie mieli świadomość, że bez większej agresji i determinacji będą schodzić na tarczy z boiska. Nie pozostało nic innego, jak nacisnąć osłabionego przeciwnika.

Obraz zmagań na początku drugiej części nie uległ jednak jakiejś diametralnej zmianie na korzyść miejscowych. Liczebność nie przekładała się w jakość i borowianie nie ustępowali biało-zielonym. W 58 min. powinno być już wszakże 1-1, kiedy przed ostatnią instancją Borowa, w którą notabene wcielił się zawodnika z pola, znalazł się doświadczony Staszek Ziemba. Miał chyba za dużo możliwości rozwiązania tej akcji ii wybrał najgorszy wariant, celując w bramkarza, co było nie lada sztuką. W 61 min. jeden z niewielu walczących nefrycian Marcin Lisowski wyprzedził obrońcę rywala, ale w decydującym momencie zabrakło precyzji. W końcu w 69 min. prawym sektorem boiska przedarł się Marcin Czyż, po czym posłał kulę do Lisa a ten plasowanym uderzeniem wyrównał straty. Końcowe dwadzieścia minut miały pokazać, że nefrycianie są zespołem o większym potencjale, ale jak się okazało płyta nie odzwierciedlała tego stanu rzeczy. Przyjezdni mogli nawet zdobyć druga bramkę, ale nas szczęście tam gdzie trzeba stał Lisu, który wybił piłkę głową z linii bramkowej. Gdy wszystko zmierzało do tego, że potyczka zakończy się rezultatem nierozstrzygniętym, w ostatniej akcji meczu Lisu odegrał w polu karnym futbolówkę do Dawida Lecha a ten dokładnym strzałem ustalił wynik na 2-1.


Zwycięstwo z beniaminkiem było na pewno wymęczone a dyspozycja większości jordanowian pozostawiała wiele do życzenia. Można było też zastanawiać się, czy biało-zieloni nie byli zbyt pewni siebie i czy nie zlekceważyli przeciwnika. Wielka nerwowość, brak ładu i składu w rozegraniu gały powodował chaos i zdenerwowanie w poczynaniach miejscowych. Przy mocniejszym rywalu taka postawa zapewnie skutkowałaby stratą trzech punktów. W najbliższym spotkaniu nie można sobie pozwolić na taki styl gry, bo drużyna Brożca jest na tyle mocna, że wykorzysta niefrasobliwość nefrycian.

NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI - BKS BORÓW 2-1 (0-1)

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - S. Filas, B. Kuc, M. Czyż, T. Mirowski - A. Gieracki, P. Ziemba (63 min. J. Szczęśniak), P. Turkiewicz (38 min. M. Krawiec), D. Lech - S. Ziemba (70 min. R. Gabryś), M. Lisowski.

Bramki (Nefryt):
M. Lisowski (78 min.) D. Lech (90+4 min.).

Żółte kartki (Nefryt):
P. Ziemba.

Sędziowali:
Świerczek jako główny oraz Niciński i M. Kaczmarek.