AKTUALNOŚCI
  
 
SŁODKO-GORZKI POSMAK ŻU(Ó)RAWINY
23.04.2014 
 
Starcie z Żórawiną postrzegane było jako mecz kolejki, jako że mierzyły się dwie ekipy, które w rundzie wiosennej nie doznały jeszcze porażki. Na wyobraźnię działała przede wszystkim dyspozycja atakującej pozycję lidera ekipy spod autostrady A4, która dotąd boleśnie rozprawiała się z kolejnymi rywalami, odprawiając ich ze sporym bagażem goli. Średnia celnych trafień na mecz w ilości ok. 7 nakazywała studzić rozpalone głowy co niektórych i twardo stąpać po ziemi. Z drugiej jednak strony pomimo tego, że za wiceliderem przemawiała statystyka, to ze spotkania na spotkanie nefrycianie pozostawiali coraz lepsze wrażenie. Wartością dodaną był też fakt gotowości do gry wszystkich zawodników.

Wstępna faza potyczki to wzajemny respekt dla siebie obu zespołów i obustronne badanie swoich możliwości. Jordanowianie usposobieni byli głównie do gry z kontrataku a defensywę przeciwnika mieli forsować Marcin Lisowski i Dawid Lech. Okazało się, że goście perfekcyjnie przygotowali się taktycznie, bo Lisu był całkowicie odcinany od podań a sam przeciwko kilku oponentom nie za wiele mógł zdziałać. W 6 min. biało-zielonym udało wykreować się dobrą akcję pomiędzy Siwym a Lisem, ale strzał tego ostatniego został zblokowany przez gracza przyjezdnych. Kolejne fragmenty rywalizacji koncentrowały się w zasadzie na walce o przejęcie inicjatywy w środku pola, gdzie Artur Brzeźny próbował naciskać playmakera gości Macieja Gadomskiego. Być może i rozgrywający żórawian ma lekką nadwagę, ale jego idealnie wymierzone podania i technika użytkowa napędzały akcje podopiecznych trenera Mariusza Perzyny. Na desancie w szeregach przeciwnika niebezpieczny zdawał się być Krzysztof Atraszkiewicz, aczkolwiek nasi obrońcy po raz wtóry w odpowiedniej chwili zażegnywali zagrożenia. Tu należałoby nadmienić, że dwójka środkowych w osobach Sylwka Filasa i Bartka Kuca znowu rozgrywała kapitalne zawody. Suseł już od jakiegoś czasu wykazuje się stabilnością, natomiast jego partner czyni regularne postępy na nowej dla siebie pozycji i jak się wydaje, jego pozyskanie było dobrym posunięciem. Boki obrony to z kolei walczaki. Marcin Czyż i Tomek Mirowski nigdy nie odpuszczają i wykazują się wielką ambicją oraz determinacją, co na pewno jest świetnym przykładem dla pozostałych. Irek Brzezicki, strzegący świątyni gospodarzy w tym meczu zagrał rewelacyjnie i był najlepszym piłkarzem miejscowych, ale o tym później. Wracając do spotkania, to w 20 min właśnie Iro uchronił swoją drużynę od straty gola, okazując się lepszym od napastnika gości. Po fantastycznej interwencji naszego golkipera futbolówka wyszła za linię końcową. Po wznowieniu gry z rzutu rożnego jeden z rywali starał się pokonać głową Irka, ale ten znowu wybawił z opresji nefrycian. Raptem dwie minuty później na wysokości zadania stanął oczywiście nasz bramkarz, który naprawił błąd w ustawieniu biało-zielonych po wrzucie piłki z autu przez przyjezdnych, piękną paradą wypiąstkował gałę. W 31 min. żórawianie zripostowali i po strzale spoza szesnastki tylko rykoszet sprawił to, że Iro nie musiał uwijać się jak w ukropie. W 39 minucie mamy rzut wolny na wysokości 25 metra, piłkę w pole karne wrzuca Artur Brzeźny, tam niepewną interwencją popisuje się golkiper KS-u, jednak z prezentu nie potrafili skorzystać Paweł Ziemba i Marcin Czyż, by wepchnąć kulę do bramki i wszystko wyjaśnił defensor naszych rywali, wykopem za linię końcową. Z przekroju całego spotkania, był to najlepsza okazja do zdobycia bramki dla Nefrytu. Pod koniec pierwszej odsłony nasi gracze chyba lekko się zdekoncentrowali, gdyż po kornerze niepilnowany Atraś głową o mało nie wcelował w światło bramki. Kula pofrunęła tuż nad poprzeczką.

Ta obopólna wymiana ciosów, po pierwszej połowie, zakończyła się sprawiedliwym remisem. W przerwie szkoleniowiec jordanowian Józek Kostek starał się mobilizować swoich zawodników, bo diabeł okazywał się nie taki straszny jak go malowano. Martwiła też kontuzja, na którą od początku starcia, po faulu jednego z żórawian, uskarżał się Michał Krawiec.

Pierwszy kwadrans po przerwie nie obfitował w jakieś porywające, koronkowe akcje. W 63 min. nastąpiła wymuszona zmiana i w miejsce Miśka na boisku zameldował się Radek Gabryś. Trzeba jasno podkreślić, że druga część nie dostarczyła może tak wielu emocji, jak pierwsza, ale podyktowane to było zwłaszcza tym, że żadna z jedenastek nie chciała za wszelką cenę zaryzykować. Na boisku było wiele walki, a faule mnożyły się z każdą minutą, gdyż żadna ze stron nie zamierzała odpuścić w walce o piłkę, co dla nas skończyło się napomnieniami w postaci żółtych kartoników dla Sylwka Filasa i Tomka Mirowskiego. Ten drugi będzie musiał w najbliższej kolejce oglądać poczynania kolegów z trybun, odbywając pauzę za kolekcję 4 żółtych napomnień. Tak naprawdę w przekroju tych czterdziestu pięciu minut to warta odnotowania jest jedna sytuacja, w której to Irek rewelacyjnie wybronił uderzenie z pięciu metrów Mateusza Królika, który był najlepszym graczem przyjezdnych.

Końcowy wynik nie krzywdzi żadnej z ekip i pomimo tego, że nie padł żaden gol, to zawody stały na wysokim poziomie. Chłodna kalkulacja obu drużyn był widoczna w poczynaniach i nikt nie chciał nierozważnie zachowywać się na placu. Bianco-verde bezsprzecznie robią postępy i wszystko wskazuje na to, że niebawem spokojnie zapewnią sobie utrzymanie. Trudno zresztą myśleć inaczej, skoro potrafili się przeciwstawić liderowi i wiceliderowi. Tak trzymać!

NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI – KS ŻÓRAWINA 0-0 (0-0)

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - S. Filas, B. Kuc, M. Czyż, T. Mirowski - A. Kaczor, P. Ziemba (84 min. J. Markiewicz), M. Krawiec (63 min. R. Gabryś), A. Brzeźny, D. Lech - M. Lisowski (90 min. J. Szczęśniak).

Żółte kartki (Nefryt):
T. Mirowski, S. Filas.

Sędziowali:
Hnatkiewiczę jako główny oraz Janikowski i Buraczewski.