AKTUALNOŚCI
  
 
KOLEKTYWNIE I SOLIDNIE
30.02.2014 
 
Do sympatycznej ekipy z Radwanic udawaliśmy się pełni wiary w zwycięstwo, natchnieni ostatnimi wynikami. Mieliśmy postarać się o niespodziankę i kosztem czwartej drużyny w tabeli zdobyć komplet oczek. Pałaliśmy też chęcią rewanżu za blamaż na swoim terenie w rundzie jesiennej i porażkę z tym rywalem 0-4. Podopiecznie trenera Mirosława Solińskiego zawsze byli dal as niewygodnym przeciwnikiem i nie inaczej miało być tym razem,. Wartością dodaną dla gospodarzy był powrót w ich szeregi trzech podstawowych zawodników, co bezspornie wzmacniało ich potencjał. Mecz był tez okazją do wspomnień dla naszego golkipera Irka Brzezickiego, który jeszcze w poprzedniej rundzie stał między słupkami miejscowych. Nefrycianie do spotkania mogli przystąpić prawie w kompletnym składzie, brakowało jedynie odpoczywającego za nadwyżkę żółtych kartoników Tomka Mirowskiego. W jego miejsce trener Józef Kostek desygnował Jacka Szczęśniaka.

Aura zdawała się być idealna do rozegrania zawodów i liczyliśmy na wysoki poziom rywalizacji. Po kilku pierwszych minutach, kiedy to żadna z jedenastek nie chciała zaryzykować, jako pierwsi pod pole karne przedostali się radwaniczanie. W 4 min. po wznowieniu gry z rzutu z autu, przy paraliżu w destrukcji biało-zielonych do piłki dopadł jeden z gospodarzy i uderzenie głową starał się przechytrzyć Ira. Na szczęście nasza ostatnia instancja zachowała stoicki spokój, pewnie interweniując. Po tym ostrzeżeniu jordanowianie skonsolidowali się bardziej na w środku pola, zabezpieczając wysoko dostęp do swojej bramki. Chłodna kalkulacja miała nam pozwolić na wyjście z zabójczym wypadem i napoczęciem rywala. W 9 min. taka okazja się nadarzyła, ale po zgraniu głową Marcina Lisowskiego kapitalnej szansy nie wykorzystał Artur Brzeźny, z kilku metrów praktycznie podając Arturowi Walczakowi. Takich szans nasz środkowy pomocnik nie powinien marnować. W 13 min. w odpowiedzi team spod Wrocławia mógł wyjść na prowadzenie, ale przeszkodą nie do pokonania stał się Iro, piąstkując kąśliwe uderzenie nad poprzeczkę. Dostrzec można było to, że krótko pilnowany Lisu będzie dążył do wypracowania sposobności na celne trafienie swoim partnerom. Zamiary naszego napastnika przekute zostały w czyny w 19 min., gdy Marcin posłał diagonalne podanie do Dawida Lecha. Szkoda, że nasz pomocnik nie zdołał opanować piłki i odskoczyła mu ona na kilka metrów. W tym miejscu należy zaznaczyć, że pokutuje fakt absencji na treningach i mający spore możliwości Siwy musi wziąć sobie do serca to, że bez treningów daleko nie zajedzie. W 20 min. niewiele brakowało, aby golem kolejki popisał się Rafał Boksa, który po złożeniu się do przewrotki trafił w ostateczności w poprzeczkę. To zdarzenie było w zasadzie jednym z niewielu, kiedy nasza defensywa zaspała. Generalnie po raz wtóry w tej formacji prezentowaliśmy się co najmniej dobrze. Wysoki poziom osiągnął Bartek a Suseł po zostaniu ojcem urzekających trojaczków urósł również piłkarsko J. Bezbłędnie zaprezentował się Jacek Szczęśniak, który nie odpuszczał w lewym sektorze obrony. Wróćmy jednak do naszej ofensywy, bo tam w 21 min. dwójkowa akcja pomiędzy Siwym a Lisem zakończyła się bramką wykonaniu tego drugiego. Idealnego dośrodkowania nie sposób było zmarnować. Co prawda instynktownie futbolówkę odbijał A. Walczak, ale wszystko miało miejsce już za linią bramkową. Taki rozwój wypadków wprowadził większy spokój w poczynaniach bianco-verde i to oni właśnie byli groźniejsi z przodu. W 45 min. nefrycianie bezwzględnie powinni zdobyć bramkę do szatni. Ciężko wytłumaczyć jak po klepce Siwego i Lisa wyśmienitej okazji nie wykorzystał pozostający sam na piątym metrze Arczi.

Przewaga jednego gola nakazywała być ostrożnym, aczkolwiek doskonale wiedzieliśmy, że nasza drużyna sukcesywnie nabiera odpowiedniego kształtu i jest w stanie utrzymać korzystny rezultat.
Nie mający wszakże nic do stracenia gospodarze od gwizdka sędziego sygnalizującego rozpoczęcie drugiej odsłony ruszyli z impetem do odrobienia strat. W 53 min. gała po dośrodkowaniu jednego z miejscowych nabrała dziwnej paraboli i ku zdziwieniu Ira zatrzymała się na spojeniu. Dwie minuty potem następny z radwaniczan próbował zaskoczyć naszego golkipera, podcinką. Kula pofrunęła tym razem nad klatką. Napór Kolektywu w końcu odniósł wreszcie skutek, bo w 57 min. Michał Papiernik pozostawiony bez opieki na dwudziestym metrze popisał się plasowanym strzałem, umieszczając piłkę w świątyni bezradnego Irka. Miejscowi nie cieszyli się długo z remisu, ponieważ już raptem minutę później Arczi zaadresował futbolówkę do Siwego, ten wygrał pojedynek z jednym z defensorów i pewnym uderzeniem umieścił kulę w siatce. Szybkie wyjście na 2-1 ostudziło nieco radwaniczan i już nie nacierali z taką pasją. My z kolei zamierzaliśmy wyczekać rywala i wyjść z kontratakiem. W 67 min. losy pojedynku de facto powinny być już rozstrzygnięte. Niestety po raz trzeci zimnej krwi zabrakło Arcziemu, który po akcji z udziałem naszych żywych sreberek Lisa i Siwego oddał soczysty strzał. Szkopuł w tym, że bal poszybował akurat tam, gdzie stał A. Walczak. Końcowe fragmenty konfrontacji przebiegały pod znakiem wyrównanej gry, co oczywiście na rękę było nefrycianom. Biało-zieloni bez problemów utrzymali balans we wszystkich formacjach i odnieśli cenne zwycięstwo na niewdzięcznym terenie.

Pokonanie mocnego Kolektywu unaoczniło już bezdyskusyjnie, że nefrycianie imponują formą i powolutku ręka trenerska daje o sobie znać, poprzez trafne wybory personaliów piłkarzy i ustawienie na boisku. Krystalizuje się też powoli kadra zespołu. Wskazanym byłoby podtrzymanie passy sześciu meczy bez porażki w najbliższym niedzielnym meczu przeciwko Gromnikowi. Nie ma co do tego wątpliwości, że biało-zielonych stać na wygraną.

KOLEKTYW RADWANICE - NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI 1-2 (0-1)

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - S. Filas, B. Kuc, M. Czyż, J. Szczęśniak - A. Kaczor (88 min. J. Markiewicz), P. Ziemba (72 min. M. Antoń), M. Krawiec , A. Brzeźny (68 min. S. Ziemba), D. Lech (81 min. R. Gabryś) - M. Lisowski.

Bramki (Nefryt):
M. Lisowski (21 min), D. Lech (58 min.).

Żółte kartki (Nefryt):
A. Brzeźny.

Sędziowali:
A. Mazgaj jako główny oraz M. Sroka i Mikowski.