AKTUALNOŚCI
  
 
ZDEMOTYWOWANI…
20.05.2015 
 
Starcie z jednym z kandydatów do awansu było długo oczekiwane przez biało-zielonych. Wszyscy nefrycianie zdawali sobie z tego sprawę, że będzie to duże wyzwane i uprzedzając fakty, należy stwierdzić, że większość jordanowian nie uniosła ciężaru gatunkowego tego spotkania i nadmiernie się napompowała.

Trudno było przypuszczać inaczej niż tak, że faworytem tej potyczki są sobótczanie, którzy zażarcie walczą o awans do okręgówki. Wiadomo również, iż przyjezdni są wspomagani finansowo przez S.K.S.M. Sobótka i sponsor zapewne mocno wierzy w tegoroczną promocję do wyższej klasy rozgrywkowej. W związku ze swoimi aspiracjami zachodzianie przedkładają stawianie na rodowitych sobótczan kosztem armii zaciężnej.

Przed spotkaniem wiadomym stało się, że przyjezdni będą musieli radzić sobie bez podstawowego bramkarza, Tomka Pieciunia, który jeszcze niedawno reprezentował barwy seniorskiego Nefrytu a teraz wspomaga ekipę naszych oldbojów. Rolę ostatniej instancji trener Cezary Rogalski przydzielił Robertowi Chmielowskiemu, nominalnemu rezerwowemu napastnikowi.

Brakowało także jednego z najgroźniejszych zawodników gości, skutecznego Mateusza Kopernickiego, odpoczywającego z powodu kontuzji.

Od pierwszych fragmentów zawodów widoczne było nadmierne pobudzenie co niektórych jordanowian, którzy chyba przeładowali swoje akumulatory. Zamiast ukierunkować się na walkę na boisku podopieczni Józka Kostka wdawali się w potyczki słowne. Wobec tego przez pierwsze dziesięć minut na placu gry więcej było chaosu i przypadkowości. Pierwsi emocje opanowali zachodzianie i najsmutniejsze, iż od razu zakończyło się to stratą gola. Trzydzieści metrów z lewej strony od bramki Irka Brzezickiego sobótczanie wykonywali rzut wolny. Dorzucona piłka poszybowała po przekątnej w pole karne a tam pozostawiony bez opieki Łukasz Stokrocki głową wpakował futbolówkę do siatki. W tej sytuacji chyba nasza lewa strona zaspała i nie zareagowała w porę a ponadto zbyt wiele uwagi w destrukcji poświęcono dwumetrowemu Kamilowi Lupie, co skrzętnie wykorzystał strzelec bramki. W 23 min. na lewej flance pokazał się Dawid Lech, centrując gałę na ósmy metr, gdzie znajdował się Lisu. Niestety w mimo dobrej pozycji strzeleckiej nasz napastnik źle złożył się do uderzenia głową i nie zdołał efektywnie wykończyć akcji. Z biegiem czasu to wyżej notowani rywale zaczęli szybciej opanowywać sytuację i przejęli kontrolę nad wydarzeniami na murawie. Efektem tego był ich wypad z lewej strony i strzał Daniela Krawca, po którym piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę Ira. Do de facto była ostatnia warta uwagi akcja z pierwszej słabej i nudnej odsłony. Nefrycianie w tej części gry nie wypracowali sobie choćby jednej klarownej okazji do zdobycia gola. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że biało-zielonych sparaliżował fakt związany z tym, że za wszelką cenę chcieli pokazać to, iż ich umiejętności nie są wcale mniejsze od przeciwnika. Przekuło się to jednak tylko na dodatkowy stres, pętający naszym graczom nogi.

W kwadransie przerwy coach Nefrytu usilnie przekonywał swoich zawodników do zrzucenia z siebie niepotrzebnej presji, głównie samemu na sobie wywieranej. Jednobramkowa przewaga sobótczan wcale nie musiała rozstrzygać już losów rywalizacji i w związku z tym, że gospodarze nic mieli do stracenia, koniecznym było podjęcie walki.

Niestety wszelkie plany legły w gruzach już 6 minut po wznowieniu gry w drugiej połowie. Wtedy to ni to strzał ni dośrodkowanie Łukasza Strokrockiego wpadło za kołnierz nieporadnie interweniującego Ira. Bezsprzecznie to trafienie obciąża konto naszego golkipera, gdyż długo szybująca kula spokojnie mogła być przez niego wybroniona. W 55 min. już wszystko skłaniało się ku temu, iż jordanowianie zdobędą kontaktowego gola. Artur Brzeźny obsłużył podaniem Lisa, ten podciągnął skrzydłem, po czym dośrodkował w pole karne, gdzie bala przejął Arczi i zamiast do świątyni „Hienki” wcelował w stojącego na linii bramkowej zawodnika przyjezdnych. To zdarzenie było już kwintesencją nieporadności bianco-verde w tej konfrontacji, ponieważ kolejna faza starcia to już dobijanie leżącego, a właściwie ten leżący sam sobie strzelał w piętę. Najpierw w 70 min. w konsekwencji dwóch żółtych kartek plac gry opuścić musiał Lisu, sam sobie tak po prawdzie winny, bo jedno z żółtek wynikało z dyskusji z sędzią, notabene słabo prowadzącego zawody. Być może piętno na arbitrze odcisnął fakt obecności na meczu obserwatora z ramienia DZPN. Zapewne delegat ten wytknął rozjemcy to, że jeszcze w pierwszej połowie nie ukarał drugim napomnieniem Piotra Kublera, z premedytacją faulującego jednego z najlepszych biało-zielonych w tej konfrontacji, Jacka Szczęśniaka. Zaraz po tej sytuacji trener gości zdjął winowajcę, obawiając się czerwa dla niego. W 76 min. wprowadzony dwadzieścia minut wcześniej Radek Gabryś nieostrożnie zachował się w obrębie szesnastki, idąc na raz wślizgiem, co sprytnie wykorzystał Barłomiej Kubler, upadając w pole karnym. Pierwsze uderzenie z wapna autorstwa Daniela Krawca zostało zatrzymane przez Ira, ale swoją obecność zdecydował się zaakcentować asystent, machając chorągiewką, co miało oznaczać, że niby nasz łapacz opuścił za szybko linię bramkową. Tak na marginesie skonstatować trzeba, iż jeżeli wszyscy arbitrzy byli tacy nadgorliwi, to prawie każdy strzał z jedenastki musiałby być powtarzany. Powtórkę, tym razem już napastnik gości okazję tę zamienił na celne trafienie. Przedtem jednak za kontestowanie werdyktu sędziego z murawą pożegnał się Arczi, w efekcie dwóch żółtych kartoników. Grający w dziewiątkę nefrycianie końcowy cios otrzymali w 96 min., kiedy to niepsodziewanie gałę Karolowi Olszewskiemu wyłożył Sylwek Filas a piłkarz Zachodu podcinką pokonał Ira. Nasuwa się tylko pytanie, po co „sprawiedliwy” dorzucił aż 6 minut dodatkowego czasu gry, bo większych przerw nie było a rezultat konfrontacji był już przesądzony.

Po paśmie ośmiu meczów bez porażki jordanowianom przyszło zaznać goryczy porażki. Przegranej można było się być może spodziewać, ale diabeł nie okazał się taki straszny jak co niektórzy go malowali. To nasi gracze nie unieśli ciśnienia, gdyż grając na miarę swoich możliwości mogliby pokrzyżować plany jednemu z kandydatów do awansu. Na dodatek nasz zespół okupił ten pojedynek stratami personalnymi, gdyż w Wierzbicach za nadmiar żółtych kartek nie będą mogli zagrać Sylwek Filas i Artur Brzeźny.

NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI – ZACHÓD SOBÓTKA 0-4 (0-1)

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - S. Filas, B. Kuc, M. Czyż, J. Szczęśniak - A. Kaczor, P. Ziemba (56 min. R. Gabryś), M. Krawiec , A. Brzeźny , D. Lech (80 min. M. Antoń) - M. Lisowski.

Czerwone kartki (Nefryt):
M. Lisowski, A. Brzeźny.

Żółte kartki (Nefryt):
S. Filas.