AKTUALNOŚCI
  
 
PRZECIWKO WIERZBICOM O MAŁO NIE SKOŃCZYŁO SIĘ NERWICĄ
17.06.201
 
Po trzech kolejkach serie „A” wiedzieliśmy, że każdy wynik w rozgrywkach jest możliwy i ciężko wskazać drużynę, która przewyższałaby pozostałe. Potwierdzeniem tego jest chociażby wynik meczu w Jaszowicach, gdzie jeden z kandydatów do awansu Polonia niepodziewanie uległa zaskakującemu liderowi Orłowi Pustków Wilczkowski. Nasz niedzielny rywal jest typowo nieprzewidywalnym zespołem, który zawsze jest w stanie sprawić psikusa wyżej notowanemu przeciwnikowi. Ostatnio formacja z gminy Kobierzyce pokonała na wyjeździe Odrę Rzeplin, inkasując pierwszy raz w sezonie komplet punktów, dając dowód na to, że powoli zyskuje dobrą dyspozycję.

Nefrycianie podbudowani wygraną w Pucharze Polski z wielkimi nadziejami na zwycięstwo przystępowali do potyczki z WKS-em tym bardziej, iż dysponowaliśmy optymalną kadrą, wraz z powracającym do gry Michałem Krawcem. Trener postanowił dokonać kilku roszad w składzie w stosunku do starcia z Czarnymi Kondratowice. Na lewą stronę defensywy w miejsce Tomka Mirowskiego powędrował nieobecny tydzień temu Marcin Czyż, drugą flankę obrony obsadził natomiast coraz pewniej radzący sobie Jacek Szczęśniak. Na bocznej pomocy coach postawił na Dawida Banasia i Marka Antonia. Tym samym w odwodzie czekali korzystnie prezentujący się w ubiegłą środę Dawid Lech i Michał Krawiec. Do wyjściowego zestawienia, po urazie mięśniowy, powrócił także Marcin Lisowski. Ireneusz Brzezicki – Marcin Czyż, Bartosz Kuc, Sylwester Filas, Jacek Szczęśniak – Albert Kaczor(c), Dawid Banaś, Paweł Ziemba, Artur Brzeźny, Marek Antoń – Marcin Lisowski (ustawienie 1-4-1-4-1). Na ławce rezerwowych pozostali: Adrian Gieracki, Patryk Turkiewicz, Patryk Zgrys, Michał Krawiec, Tomasz Mirowski, Dawid Lech i Radosław Gabryś.

Już od pierwszych fragmentów zawodów można było dostrzec, że raczej nie ma co spodziewać się piłkarskich fajerwerków, ale bardziej oczekiwać walki o każdy metr boiska. Co prawda już w 1 min. przedostaliśmy się pod świątynię Krzysztofa Konieckiego. Dawid Banaś posłał piłkę w kierunku Marcina Lisowskiego, który wygrywając pojedynek powietrzny przegłówkował do Marka Antonia, ale ten nieczysto wcelował w futbolówkę i jedynym pozytywem był rzut rożny. Następna faza spotkania, jeżeli chodzi o poziom, pozostawiała wiele do życzenia. Była to typowa piłkarska rąbanka, więcej było złośliwości i nieczystych zagrań, aniżeli soli futbolu. W 12 min. pierwszą dogodną szansę, po błędzie Marcina Czyża, stworzyli sobie miejscowi. Na szczęście strzał z 18 metrów wybronił Irek Brzezicki. Należy dodać, iż Iro ustabilizował formę na wysokim poziomie i jest ostoją biało-zielonych. Po upływie kwadransa sędzia dopatrzył się zagrania ręką w polu karnym obrońcy gospodarzy, po czym podyktował rzut karny. Pewnym jego egzekutorem okazał się Artur Brzeźny, prezentujący w tej kampanii wyborną skuteczność. Po chwilowym przestoju nefrycian w 24 min. Arczi zagrał do Dawida a ten zaadresował bala do Lisa. Nasz snajper huknął jak z armaty, ale zabrakło precyzji, gdyż gała poszybowała w środek i instynktownie nad poprzeczkę wybił ją golkiper WKS-u. Raptem minutę potem po raz kolejny w roli głównej wystąpił Lisu, najwyżej wyskakując po kornerze Mara na szóstym metrze. Do szczęścia zabrakło niewiele, bal pofrunął nad klatką. Kolejne minuty upływały pod znakiem wyrównanej i kontaktowej gry, którą często gwizdkiem, z uwagi na faule, przerywać musiał arbiter. Po jednym z takich przewinień, groźnie zrobiło się pod naszym polem karnym, gdy Bartek Kuc do spółki z Marcinem Czyżem faulowali na skraju pola karnego, jednego z rywali. Na szczęście groźna sytuacja zamieniła się w niecelną próbę dośrodkowania z rzutu wolnego. Na koniec pierwszej odsłony jordanowianie stanęli przed szansą wyjścia na dwubramkowy dystans przewagi. Jednak D. Banaś po otrzymaniu podania od Lisa niepotrzebnie zagrywał do Mara zamiast samemu zdecydować się na strzał. W przerwie trener urządził sobie małą połajankę… ? ze swoimi podopiecznymi, bo ich postawa generalnie rzecz biorąc nie napawała optymizmem. W celu polepszenia jakości gry w bocznych sektorach zdecydował się dokonać wymienić dwóch skrajnych pomocników. Na murawie pojawili się Dawid Lech i Michał Krawiec.

Już w 51 min. swoją obecność na placu próbował zaakcentować Siwy, kiedy po minięciu obrońcy posłał futbolówkę do Miśka a ten dośrodkował ją w pole karne, gdzie trochę szczęścia zabrakło Lisowi, aby dojść do centry. W 55 min. Siwy przekazał gałę Arcziemu, który pokusił się o uderzenie z 22 m, z którym poradził sobie Koniecki. Pięć minut później po rzucie wolnym i niepewnym wyjściu ostatniej instancji miejscowych do piłko doszedł Lisu, przedłużając jej lot. Niestety w odpowiednim miejscu nie znalazł się żaden z jego partnerów z drużyny. Pomimo stworzonych sobie sytuacji wcale nefrycianie nie górowali nad przeciwnikiem, gdyż zbędnie wdali się w bezładną kopaninę. Po takiej niemrawej grze w 74 min. ładnym technicznym strzałem popisał się Pawka, lecz szybującą z rotacją gała przeszła obok słupka. W 82 min. wydawało się już nie uratuje gospodarzy od straty gola. Paweł obsłużył podaniem Siwego a on zgrał do Lisa. Nasz napastnik odwrócony tyłem do bramki oszukał kryjącego go obrońcę i uderzył z 6 m, lecz wcelował wprost w golkipera WKS-u. W 85 min. uśmiech fortuny po raz wtóry uśmiechnął się do wierzbiczan. W ich szesnastkę wdarł się Siwy i skierował bala obok Konieckiego. Już wszyscy bianco-verde widzieli piłę w siatce a ta jak na złość najpierw odbiła się od jednego słupka, potem od drugiego, wychodząc w pole. Do końca spotkania żaden z zespołów nie potrafiła stworzyć sobie klarownych sytuacji i 3 punkty powędrowały do Jordanowa, choć szczerze trzeba przyznać, że gra naszego zespołu była dalece od formy prezentowanej 4 dni wcześniej w meczu pucharowym…

WKS WIERZBICE – NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI 0:1 (0:1) Bramki: 0:1 – Artur Brzeźny (15’ – rzut karny)

Cieszy wynik, jednak co do gry trzeba się zastanowić nad swoją formą w meczach wyjazdowych, bo to drugi z rzędu pojedynek na obcym terenie, gdzie całkowicie nie mamy pomysłu na grę. Od następnego spotkania rozpoczynamy prawdziwą serię spotkań z mocniejszymi rywalami, więc na taką bryndzę nie możemy sobie po prostu pozwolić. Już w niedzielę przyjeżdża do nas silny i poukładany EKS Kolektyw Radwanice, później potyczka z IV ligowym GKS-em Kobierzyce w Pucharze Polski.

Artykuł powstał przy współpracy z Marcinem Lisowskim.