AKTUALNOŚCI
  
 
PATENT NA KOBIERZYCE, CZYLI DO TRZECH RAZY SZTUKA PO 3-2…
24.09.201
 

Przed pucharową rywalizacją z czwartoligowym sąsiadem zza miedzy, GKS-em Kobierzyce wiedzieliśmy, że akurat w tych rozgrywkach ten rywal nam leży. Bilans ostatnich potyczek z faworyzowanymi gośćmi to dwa zwycięstwa. Wcześniej, w 2005 r. ulegliśmy podopiecznym trenera Krzykowskiego 1-4. Teraz zmagania pucharowe są dla nas deserem względem ligi, gdzie walczymy o umocnienie swojej pozycji w górnej połowie tabeli. Priorytety są być może inne, natomiast potyczka z zespołem występującym dwie klasy wyżej i zajmującym trzecie miejsce wyzwalała dodatkowe emocje, tym większe, że dodatkowego smaczku dodawał fakt derbów sąsiadujących gmin. Ciekawostką jest też to, że w szeregach gości występuje Adrian Żak, który w swoim piłkarskim CV ma występy w barwach biało-zielonych. Zresztą Żaku we wczorajszym spotkaniu pełnił funkcję kapitana swojej drużyny. Po przeciwnej stronie z kolei o sile ofensywnej stanowi Marcin Lisowski, wychowanek kobierzyczan.

Przed tą rywalizacją mieliśmy wielkie powody do obaw, ponieważ w kadrze zabrakło naszego podstawowego i na nieszczęście jedynego naszego bramkarza, Irka Brzezickiego. Awaryjnie więc trzeba było zarejestrować w DZPN naszego najlepszego strzelca w historii Staszka Ziembę i obsadzić go pozycją golkipera. Kiedyś Wujek miewał jakieś tam epizody pomiędzy słupkami, ale było to dawno a ostatnie kilka miesięcy przebywał na Zielonej Wyspie i nie miał kontaktu z futbolem. Niezbędnym stało się ustalenie taktyki uniemożliwiającej podchodzenie graczy przeciwnika pod nasze pole karne i próbowanie strzałów z dystansu. Uprzedzając jednak wydarzenia boiskowe, Stasiu rozegrał doskonałe zawody i nie popełnił jakiegokolwiek błędu.
Od pierwszych fragmentów starcie miało podwyższoną temperaturę, zwłaszcza najbardziej „komplementami” obdzielali się Lisu z jego aniołem stróżem … Zaznaczyła się też przewaga optyczna przyjezdnych, którzy składniej operowali futbolówką i zawiązywali groźniejsze akcje. U nas troszeczkę brakowało dyscypliny w poszczególnych formacjach. Przewaga GKS-u zdyskontowana została golem w 17 min. otwierającym wynik. Półgórne podanie jednego z obrońców rywala poszybowało nad Tomkiem Mirowski, dopadł do niego jeden z kobierzyczan i wrzucił futbolówkę na piąty. Niepilnowany Kamil Żbik, notabene znajdujący się w kadrze Dolnego Śląska, która zdobyła Mistrzostwo Polski UEFA Regions Cup, bez najmniejszych trudności umieścił gałę w siatce. Należy przyznać, że prowadzenie gości było sprawiedliwe, bo wypracowali oni sobie więcej sytuacji podbramkowych, m. in. w 14 min. kula powędrowała w niewielkiej odległości od świątyni Wujka. Trzy minuty potem znowu jordanowianie mieli sporo szczęścia, kiedy po wrzutce w pole karne i uderzeniu zawodnika futbolówka trafiła w nogę Staszka i wytoczyła się za linię końcową. W 24 min. pierwszą podbramkową szansę stworzyli sobie nefrycianie. Albert Kaczor obsłużył podaniem Artura Brzeźnego a naszemu playmakerowi niewiele zabrakło do pokonania Krzysztofa Kornego, gdyż piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. W 27 min. po raz kolejny dopisuje nam uśmiech fortuny, ponieważ bal po uderzeniu z dystansu piłkarza przyjezdnych muska słupek. W 36 min. gała ponownie ostemplowuje słupek po strzale z dalszej odległości gracza GKS-u, wcześniej ocierając się jeszcze o jednego z naszych obrońców. Końcowe minuty pierwszej odsłony to lepsza postawa biało-zielonych. W 42 min. prawą flanka przeziera się Dawid Lech i finalizuje swój wypad celnym strzałem, ale kula zatrzymuje się w koszyczku bramkarza. Minutę później podopieczni trenera Józka Kostka mieli najdogodniejszą w tej części gry sposobność na wyrównanie strat, ale po dośrodkowaniu Siwego minimalnie obok słupka główkował Albi.
Przegrana 0-1 pierwsza połowa pozwalała mieć nadzieję na odwrócenie losów tej potyczki. Bezwzględnym było tylko większe zaangażowanie i determinacja. Coach postanowił dokonać w przerwie dwóch korekt w składzie, Tomka Mirowskiego zluzował Jacek Szczęśniak a w miejsce Adriana Gierackiego wszedł Marek Antoń.

Rzeczywiście już od pierwszego gwizdka arbitra głównego sygnalizującego rozpoczęcie drugiej odsłony zauważalnym było to, iż nefrycianie wykazują zdecydowanie więcej cech wolicjonalnych w stosunku do pierwszej połowy. Już w 48 min. dało to efekt, gdy stoper Kobierzyc za krótko główkował w kierunku swojego bramkarza as szczwany Lisu zdążył uprzedzić golkipera gości, posyłając piłkę do bramki. Szybkie doprowadzenie do remisu podniosło morale jordanowian i walczyli oni jak równy z równym z faworyzowanym przeciwnikiem. W 49 min. w pole karne GKS-u wdarł się Siwy, ale zawikłał się w dryblingu i ostatecznie futbolówka trafiła pod nogi Lisa, ale nasz snajper zamiast uderzać zwlekał ze strzałem. W 52 min. trzeci raz kula odbija się od słupka naszej klatki, tym razem po strzale Rybińskiego. Z biegiem czasu mecz się niepotrzebnie zaostrzył, w jakiś sposób też za przyczynkiem sędziego, który czasami nie panował nad wydarzeniami na płycie. Na tej wymianie ciosów korzystniej wyszli bianco-verde, bo w 68 min. Lisu zwiódł obrońcę, po czym obsłużył podaniem Arcziego, który z zimną krwią wpakował piłkę w okienko, potwierdzając zatem swoją kapitalną skuteczność w tej kampanii. Podrażnieni takim obrotem sprawy przyjezdni starali się atakować, ale znakomicie w destrukcji spisywała się nasza ekipa. W 81 min. wyszliśmy z kontrą, Lisu wygrał pojedynek fizyczny z obrońcą i zagrał do Siwego, który mając przed sobą tylko bramkarza, umieścił gałę w siatce. W 86 min, po rzucie rożnym jeden z gości główkował obok prostokąta. Ale aby kibicie zostali zaspokojeni nefrycianie zafundowali im thriller. W 92 min. po kiksie Marka Antonia przyjezdni zdobyli kontaktowego gola, zabrakło im jednak czasu na odrobienie straty jednej bramki.

Zwycięstwo z mocnym teamem z Kobierzyc bardzo cieszy, zwłaszcza zważywszy na to, że nie można było odmówić naszym graczom determinacji w dążeniu do wygranej. Być może podopieczni trenera Krzykowskiego byli osłabieni, ale tych ubytków w składzie nie mieli za wiele. My z kolei dysponowaliśmy bramkarzem z łapanki, swego czasu nominalnym napastnikiem. Ponadto był to już trzeci triumf na tym przeciwnikiem w rozgrywkach pucharowych i na pewno nie można tego traktować w kategoriach przypadku. Teraz jednak wszystkie siły i środki koncentrujemy na lidze, w której mierzymy się na wyjeździe z liderem Gromnikiem Kuropatnik. Mamy nadzieję, że dobra passa zostanie podtrzymana.

NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI - GKS KOBIERZYCE 3-2(0-1)

Skład (Nefryt):
S. Ziemba - S. Filas, M. Czyż, A. Gieracki (46 min. M. Antoń), T. Mirowski (46 min. J. Szczęśniak)
- A. Kaczor, P. Turkiewicz (46 min. P. Ziemba), D. Lech (88 min. P. Zgrys), R. Gabryś, A. Brzeźny
- M. Lisowski (90+3 D. Banaś).

Bramki (Nefryt):
M. Lisowski (48 min.), A. Brzeźny (68 min.), D. Lech (81 min.) .

Żółta kartki (Nefryt):
M. Lisowski, A. Kaczor, D. Lech, P. Ziemba.

Sędziowali:
M. Mazgaj jako główny oraz Foremny i Zaleszczak.