AKTUALNOŚCI
  
 
ZWYCIĘSTWO RODZIŁO SIĘ W BÓLACH
21.10.201
 
Pojedynek z beniaminkiem z Pęcza nakazywał ostrożność, gdyż każdy z tego rodzaju rywali podwójnie mobilizuje się przeciwko liderowi. Gościom brakuje regularności i ta właśnie nieprzewidywalność przeciwnika kazała w pełni skoncentrować się od początku spotkania. Ponadto do tej rywalizacji przystępowaliśmy mocno osłabieni. Nieobecny był nasz podstawowy bramkarz Irek Brzezicki i w rolę ostatniej instancji musiał wcielić się sprowadzony w trybie awaryjnym z oldbojów Piotrek Gaweł, który zresztą nawet tam jest golkiperem z przymusu. Ze względu na urazy pauzować musieli z kolei Albert Kaczor oraz Jacek Szczęśniak. Rolę prawego obrońcy trener powierzył Adrianowi Gierackiemu. W środku pomocy natomiast wystawiony został Michał Krawiec.

Od pierwszego gwizdka sędziego Tomalskiego na placu trwała zacięta batalia o przejęcie dominacji w środku boiska. Dwudniowe opady deszczu a do tego systematycznie zraszana płyta powodowały częste niekontrolowane poślizgi wśród zawodników. Przyjezdni wyróżniali się warunkami fizycznymi i w tym aspekcie przewyższali jordanowian. Biało-zieloni aczkolwiek na pewno w swoim składzie posiadają więcej indywidualności, które mogą przesądzić o losach meczu. Jako pierwsi w ofensywie sytuację potrafili sobie stworzyć jordanowianie i od razu zakończyła się ona celnym trafieniem. Piłkę na 17 metrze od Arcziego otrzymał Dawid Lech i kropnął na bramkę Sojki, który nie znalazł sposobu na obronę soczystego uderzenia. Siwy, jak pokazały kolejne minuty, był najlepszym piłkarzem na boisku, nie do zatrzymania na lewej flance. Nefrycianie jak najszybciej chcieli rozprawić się oponentem i w 14 min. Siwy posłał futbolówkę w stronę Marcina Czyża a temu niewiele brakowało, aby dojść do korzystnej okazji. Co ma wisieć nie utonie… W 19 min. Dawid Banaś skierował gałę do Marcina Lisowskiego a ten przyjął kulę i mając na plecach obrońcę dał się mu sfaulować. Arbiter nie miał wątpliwości i wskazał na wapno. Skutecznie ten stały fragment gry na bramkę zamienił Artur Brzeźny, choć po jego uderzeniu bal nabrał dziwnej trajektorii lotu. Gdy wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że nasi futboliści spokojnie utrzymają dobry wynik zupełnie zbytecznie Piotrek Gaweł staranował po wrzutce z rzutu wolnego jednego z gości, po czym rozjemca podyktował rzut karny. Może i okoliczności tego zdarzenia były kontrowersyjne, jednakże sędzia w tym wypadku miał prawo tak zareagować. Kwiatkowski nie miał trudności z wpakowaniem kuli do siatki, zdobywając kontaktowego gola dla swojej ekipy. Następna faza zawodów była w miarę wyrównana, ale to bianco-verde zawiązali groźną akcję, kiedy Arczi zacentrował w pole karne a tam Lisu nie sięgnął piłki. W 36 min. po zagraniu Siwego do futbolówki dopadł nasz najskuteczniejszy gracz i jego centrostrzał otarł się o górną część aluminium. W 42 min. Piotrek odkupił swoją wcześniejszą winę i piękną paradą wypiąstkował bala, który szybował w jego lewy róg. W odpowiedzi wszędobylski Siwy powinien zapisać na swoje konto drugą bramkę, ale po podaniu od Arcziego i zwodzie fatalnie spudłował.

W przerwie boss uczulał swoich podopiecznych na unikanie wymiany ciosów i o jak najszybsze postaranie się o odskoczenie na dwubramkowy dystans. Po dziesięciu minutach wyrównanej walki w 57 min. w dobrej pozycji strzeleckiej znalazł się Lisu, lecz wcelował prosto w bramkarza. Przyjezdni próbowali odrobić straty, ale nie byli w stanie skonstruować ciekawej akcji. Za to w 64 min. potyczka powinna być już rozstrzygnięta. Siwy po szarży prawym sektorem wypuścił na pozycję sam na sam Arcziego, a ten mając przed sobą tylko Sojkę kopnął gałę nad poprzeczką. Ta niewykorzystana szansa mogła zemścić się w 68 min., kiedy Chudy minimalnie chybił szczupakiem. W 71 min. znowu błysnął Dawid Lech, przedzierając się w szesnastkę, jednak z jego uderzeniem poradził sobie golkiper pęcznian. Wreszcie w 71 min. Siwy idealnie wrzucił w pola karne, gdzie T 1000 plasowanym strzałem podwyższył prowadzenie gospodarzy na 3-1. Szkoda tylko, że niefrasobliwość po kornerze w 79 min. doprowadziła do straty drugiego gola. Końcowe dziesięć minut to nerwówka i wyczekiwanie na końcowy gwizdek. Zespół spod Strzelina niby dążył do remisu, ale nic z tego nie wynikało. W doliczonym czasie gry to jordanowianie winni przypieczętować wygraną. Najpierw strzał z siedemnastu metrów wybronił Sojka a w 91 min., nie wiedzieć czemu, Lisu zamiast celować do klatki w wybornej okazji podawał do Pawki i w konsekwencji piłka wyszła za linię końcową.

Smutnym jest to, że starcie piłkarskie po upływie regulaminowego czasu przeistoczyło się w niepotrzebną polemikę, którą sprowokował rezerwowy bramkarz gości. To nie miejsce, aby opisywać to zajście, bo za wyjątkiem prowodyra pozostali z pęcznian dążyli do rozłączenia zwaśnionych.

Trzy punkty zostały dopisane, ale bezwzględnie stało się to po dużych mękach i sami nefrycianie zadbali o dodatkowe emocje. Miejmy nadzieję, że w najbliższą niedzielę nasi piłkarze wykażą więcej zimnej krwi, bo w przeciwnym razie będzie naprawdę ciężko na trudnym terenie w Domaniowie. Liczymy na to, że do pełnej sprawności dojdą też nasi kontuzjowani gracze, bo z obsadą bramki nie będzie kłopotu i prezentujący równą formę Iro zapewne będzie ostoją biało-zielonych.

NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI - FC PĘCZ 3-2 (2-1)

Skład (Nefryt):
P. Gaweł - S. Filas, B. Kuc, M. Czyż, A. Gieracki - P. Ziemba, M. Krawiec, D. Lech (87 min. P. Zgrys), D. Banaś (67 min. M. Antoń), A. Brzeźny (76 min. R. Gabryś) - M. Lisowski.

Bramki (Nefryt):
D. Lech (11 min.), A. Brzeźny (19 min. z rzutu karnego), M. Czyż (73 min.).

Żółte kartki (Nefryt):
P. Gaweł.

Sędziowali:
Tomalski jako główny oraz Orlicki i K. Nowak.