AKTUALNOŚCI
  
 
ORZEŁ NIE ROZPOSTARŁ SKRZYDEŁ
16.11.201
 
Potyczka z beniaminkiem z Pustkowa, który nieoczekiwanie znakomicie spisuje się w rozgrywkach, zaliczał się do jednych z tych o wyższym stopniu trudności. Gdyby spotkanie odbywało się na naszej murawie bylibyśmy pewniejsi co do korzystnego rezultatu, lecz małe kameralne boisko bardziej odpowiadało miejscowym. Aura też nie dopisała, gdyż siąpił deszcz a do tego przenikliwy wiatr czasami potrafił spłatać figla.

Kadra nefrycian na to starcie nie doznała uszczerbku i trener mógł przebierać jak w ulęgałkach. Od pierwszego gwizdka arbitra Hnatkieiwcza, nota bene już drugi raz z kolei sędziującego zawody z udziałem jordanowian, dostrzec można był wzajemny respekt oby drużyn. Nie sposób się dziwić, skoro większość graczy obu ekip zna się między sobą doskonale i wiedzą o swoich mankamentach. Po początkowym badaniu sił do intensywniejszych ataków przystąpili biało-zieloni, zwłaszcza trudny do upilnowania dla D. Furasiewicza był nasz prawy pomocnik Dawid Lech, który zdecydowanie przewyższał szybkościowo swojego anioła stróża. Trzeba przyznać, że pierwszy kwadrans nie zachwycił i trudno było dopatrzyć się jakości w poczynaniach obu zespołów. Kieszonkowa płyta przeszkadzała w konstruowaniu dłuższych akcji, bo futbolówka często wypadała za linię boczną. W 15 min. z dystansu uderzał Albert Kaczor, ale kula pofrunęła obok świątyni R. Rasia. Miejscowi nie za wiele byli cokolwiek wskórać, ponieważ dobrze nefrycianie radzili sobie w destrukcji. Za to w 16 min. w miarę dogodnej okazji, zamiast podawać zupełnie bez potrzeby zdecydował się na uderzenie, co przyniosło zamierzonego efektu. W 18 min. bocznym sektorem przebił się Arczi i posłał dośrodkowanie. Tam najwyżej wyskoczył, ale jego główka nie znalazła drogi do bramki. Gospodarze pierwszą szansę stworzyli sobie w 20 min., kiedy to znajdujący się w przedniej formie Sylwek Filas przewinił z boku szesnastki i rozjemca podyktował rzut wolny, po którym piłka frunęła niebezpiecznie wzdłuż piątku, ale na szczęście żaden z graczy Orła nie przeciął trajektorii jej lotu. Po kolejnych sześciu minutach z dwudziestu metrów z wolnego pokonać R. Rasia starał się A. Brzeźny. Z jego precyzyjnym uderzenie poradził sobie golkiper pustkowian.W 29 min. ładna koronkowa akcja biało-zielonych o włos nie zakończyła się celnym trafieniem. Po aucie Paweł Ziemba odegrał do Albiego a ten popisał się ładnym i soczystym uderzeniem. Stojący na linii strzału Lisu przepuścił kulę, a ta w niewielkiej odległości od klatki powędrowała za plac. Szczerze powiedziawszy, to bianco-verde posiadali optyczną przewagę i udokumentowali ją golem. Najpierw po centrze z lewej strony oskrzydlający akcję Marcin Czyż wślizgiem skierował futbolówkę w kierunku prostokąta, ale wcelował w jednego z miejscowych. Po dobrze wyegzekwowanym kornerze przez Siwego na krótkim słupku Michał Krawiec wyprzedził obrońców i głową umieścił bala w sieci. Zasłużone prowadzenie podopiecznych Józka Kostka utrzymało się do przerwy i z nadzieją na zwycięstwo wszyscy sympatycy jordanowian wyczekiwali na drugą odsłonę.

W piętnastominutowej pauzie szkoleniowiec uczulał biało-zielonych, aby byli konsekwentni i dążyli do podwyższenia prowadzenia, gdyż ekipa Orła zagrażała nam jedynie po stałych fragmentach i na to w szczególności trzeba było uważać.

Po pierwszych niemrawych dziesięciu minutach blisko realizacji celu byli nefrycianie, gdy do mocno posłanej piłki wyszedł R. Raś, ale jego intencje wyczuł Dawid Lech, pojawiając się na torze wybijanego przez ostatnią instancję miejscowych bala. Szkoda, że przejmujący po tym rykoszecie gałę Arczi nie zdołał trafić do bramki. W 57 min. powinno być już właściwie 2-0 dla przybyszów, ale po wypuszczeniu w uliczkę przez Pawkę swojego wujka Arcziego i uderzeniu tego ostatniego niecelnie z pięciu metrów dobijał Marcin Lisowski. Jeszcze w 58 min. futbolówkę dorzucał Pawka a Miśkowi niewiele zabrakło, aby zdążyć ze strzałem w dobrej okazji. Z kolei w 59 min. pustkowianie mieli sposobność doprowadzenia do remisu, kiedy brak komunikacji pomiędzy T1000 a Irem próbował wykorzystać M. Kądziela. Ostatecznie kulę wychwycił Iro. Dalsza faza zawodów była wyrównana, lecz w 71 min. miejscowi mogli cieszyć się wyrównania. Bramka była kalką trafienia jordanowian, gdyż po dośrodkowaniu z rzutu rożnego skórę do siatki głową wpakował T. Legodziński. Doskonale wiadomo było, że bliźniacy Legodzińscy bardzo dobrze radzą sobie przy stałych fragmentach, ale nasi gracze jakby zapomnieli o tym, umożliwiając zdobycie Doktorowi bramki. W 72 min. do wyekspediowanej w kierunku naszego pola karnego gały podążali M. Czyż i M. Kądziela. Niestety nasz prawy obrońca niewłaściwie ustawił się i pozwolił popularnemu Longerowi na wypracowanie sobie lepszej pozycji, po czym walcząc o odzyskanie futbolówki powalił przeciwnika na ziemię. Wykonujący wolnego M. Osiecki trafił w mur. Jeszcze w 80 min. po kornerze uderzał jeden z braci Legodzińskich, ale piłkę sparował Iro. Końcowe 10 minut to głównie gra w środku pola, gdzie toczyła się zażarta walka, z której nic konstruktywnego nie wynikało. Ostatecznie spotkanie zakończyło się podziałem punktów i zważywszy na porażkę jaszowiczan w Gaci odskoczyliśmy od obu drużyn z Gminy Kobierzyce na dystans pięciu punktów.

Małe derby trochę rozczarowały, bo jakoś nie obfitowały w emocje i okazje podbramkowe. Niemniej jednak z perspektywy obiektywnego kibica trzeba przyznać, że remis to rezultat sprawiedliwy. Teraz, pewni liderowania po rundzie jesiennej nefrycianie, muszą bezwzględnie poradzić sobie z Olimpią Podgaj i przypieczętować dobrą kampanię zwycięstwem.

ORZEŁ PUSTKÓW WILCZKOWSKI - NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI 1-1 (0-1)

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - S. Filas, B. Kuc, M. Czyż, A. Gieracki - P. Ziemba (80 min. D. Banaś), M. Krawiec, D. Lech (77 min. M. Antoń), A. Kaczor, A. Brzeźny - M. Lisowski.

Bramki (Nefryt):
M. Krawiec (30 min.).

Żółte kartki (Nefryt):
M. Krawiec, M. Czyż.

Sędziowali:
Hnatkiewicz jako główny oraz Zalewski i Płochowski.