AKTUALNOŚCI
  
 
07 ZGŁOŚ SIĘ…, CZYLI PIŁKARSKI KATAKLIZM
08.05.2017 
 
Przed rywalizacją z przodującymi w tabeli radwaniczanami mieliśmy nadzieję na podjęcie walki. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z siły rywala, co prawda martwił fakt nieobecności kilku kluczowych zawodników, niemniej jednak jeżeli nefrycianie chcą powalczyć o wysokie cele muszą dysponować szeroką kadrą i nominalni rezerwowi nie powinni odstawać umiejętnościami. Team spod Wrocławia z kolejki na kolejkę szybkim krokami przybliża się do bram okręgówki. Nie może to wcale dziwić, bo od kilku lat w Radwanicach jest progresja, co rzutuje na rozwój wielu sekcji, w tym nawet kobiecej.

Przed zawodami wiadomym było, że poczynania obu ekip w jakiś sposób uzależnione będą od stanu murawy a konkretnie od wysokiej trawy. Nie był to jednak specjalny manewr, ponieważ z uwagi na namokniętą murawę ostatnie strzyżenie możliwe było we wtorek.
Wobec absencji M. Rusina do linii napadu przesunięty został A. Sieradzki, na którego doświadczenie i zmysł snajperski liczył coach. Okazję zaprezentowania swoich umiejętności na skrzydle pomocy otrzymał K. Mleczko, zastępujący borykającego się z urazem mięśniowym naszego Tura, M. Czyża. W centralnej zonie rolę playmakera pełnić miał powracający po pauzie za nadwyżkę żółtych kartek A. Brzeźny. Trudno było jednak przypuszczać, że Arczi zademonstruje pełnię swoich umiejętności po ok. miesięcznej przerwie w treningach.

Pierwsze 5 minut zmagań to testowanie się obu ekip i zachowawcza gra, ale właśnie w 5 min. rozpoczęło się pasmo nieszczęść i co dziwi, zapoczątkował je jeden z najrówniej prezentujących się naszych zawodników, A. Kaczor. Popełnił katastrofalny kiks, zagrywając za słabo do bramkarza. Można doszukiwać się usprawiedliwień, że murawa była taka a nie inna, ale taki wytrawny obrońca, jak Albi, nie powinien pozwalać sobie na taką dekoncentrację. Konsekwencją tego błędu było przechwycenie futbolówki przez G. Koreckiego i spokojne skierowanie jej do siatki, obok całkowicie bezradnego R. Zięby. Tak łatwo zdobyty gol dodał pewności radwaniczanom a nefrycianom zaczęły plątać się nogi, liczba niedokładnych podań była przerażająca. Po takim właśnie niedokładnym wyprowadzeniu piłki przez B. Kuca, który miał wyjątkowo słaby dzień, gałę przejął jeden z przyjezdnych i zaadresował ją do M. Muraszkiewicz a ten bez najmniejszych problemów wpakował ją do klatki. Żałosny poziom prezentowany przez biało-zielonych trwał w najlepsze i w 11 min. należało odnotować wynik 0-3. I po raz wtóry odpowiedzialnością za stratę bramki obciążyć trzeba Albiego, który pozwolił opanować kulę J. Mrozowi, który huknął z kilku metrów jak z armaty, ściągając pajęczynę z okienka Menela. Taka częstotliwość celnych trafień gości przerażała i co najgorsze, wszystkie one sprokurowane zostały prezentami naszych defensorów. Pretensji wszak nie należy kierować jedynie pod adresem obrony, gdyż pozostałe formacje również nie istniały. Zastanawiającym było to, dlaczego nefrycianie nie walczą ambitnie i tylko człapią po placu gry. Praktycznie wszystkie bezpańskie piłki padały łupem Kolektywu, którego gracze szybciej do nich doskakiwali i wyglądało też, iż bardziej zależy im na wygranej. Pokłosiem fatalnej postawy był czwarty gol dla lidera a znowu maczał w ni palce Albi, który w ogóle nie wyskoczył do centry z lewej flanki, statystując przy R. Boksie, główkującemu do klatki. Zanosiło się na kompromitację i wielki blamaż, a co niektórzy obawiali się, że bianco-verde doznają najwyższej porażki w historii swoich występów w rozgrywkach (0-9 ze Starym Śleszowem). Stawało się to co raz bardziej prawdopodobne, ponieważ w 30 min. przyjezdni odskoczyli na dystans pięciu goli. Znakomitym uderzeniem z 25 metrów w sam winkiel popisał się Fafa, przy totalnej bierności naszego kapitana. Wszyscy kibice nefrycian myśleli już o jak najszybszym zakończeniu pierwszej odsłony, ale jeszcze raz przyszło im przełknąć gorzką pigułkę a nasi gracze czuli się upokorzeni, kiedy w 42 min. D. Koterba umieścił bala w świątyni strzeżonej przez R. Ziębę. Mający za zadanie pilnowania go M. Antoń dreptał, nawet nie starając się gonić pomocnika Kolektywu.

W przerwie opiekun biało-zielonych nie cedził słów przez zęby i wszystkim swoim podopiecznym przekazał wiele gorzkich słów prawdy. Mającego chyba najgorszy mecz w swoim piłkarskim CV A. Kaczora trener nie chciał już doprowadzać do skrajnego przygnębienia i w jego miejsce wprowadził M. Rusina. Ze środka pola na pozycję stopera przesunięty został M. Krawiec a M. Antonia zluzował Mac. Wertelecki. Większość sympatyków życzyła sobie, jak najniższego wymiaru kary.
Druga połowa też nie wyglądała korzystnie z punktu widzenia poziomu gry nefrycian, niemniej klopsów w obronie już tylu co w pierwszej części nie dostrzegliśmy. Dobrze w roli ostatniego obrońcy radził sobie Misiek. Należy aczkolwiek podkreślić, ze wyższość piłkarska przyjezdnych nie podlegała dyskusji. Przewaga sześciu goli dawała im ten komfort, że nie musieli za wszelką cenę angażować się w walkę, będąc narażonym na uraz. W dalszym ciągu wielu naszych piłkarzy było bezproduktywnych i nie radzili sobie najzwyczajniej ze stawką tego spotkania. Pewne okresy w wykonaniu miejscowych nie wyglądały najgorzej, nawet w niektórych fazach rywalizacji posiadali przewagę, ale po części wynikało to z roszad w składzie dokonywanych przez trenera Solińskiego. Aby zaakcentować swoją dominację zespół z Radwanic zwieńczył dzieło siódmym trafieniem autorstwa J. Mroza.

Deklasacja biało-zielonych, tak pokrótce można określić tę potyczkę. Jordanowianie ustępowali gościom we wszystkich elementach futbolowego rzemiosła. Najsmutniejsze jest, że brakowało im cech wolicjonalnych i determinacji a niektórzy z nich pozorowali grę. Brakowało zawodnika, któryby wstrząsnąłby zespołem, prawdziwego lidera. Wstyd pozostanie, ale wskazanym jest już zająć się kolejnym rywalem Wierzbic, aby nie doszło do następnej klapy. Wierzymy w powrót do drużyny M. Czyża i T. Mirowskiego, którym charakteru z całą pewnością odmówić nie można.

NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI – KOLEKTYW RADWANICE 0-7 (0-6)

Skład (Nefryt):
R. Zięba - A. Kaczor (46 min. Mac. Wertelecki), B. Kuc , K. Jasik, M. Antoń (46 min. M. Rusin) - P. Ziemba, M. Krawiec, Mar. Wertelecki, A. Brzeźny, K. Mleczko - A. Sieradzki (73 min. A. Gieracki).

Sędziowali:
Świerczek jako główny oraz Hryc i Gołdyn-Krul.