AKTUALNOŚCI
  
 
PO RAPIDZIE NIE WRACAMY NA EGIDZIE
05.06.201
 
Wybierając się na mecz do Domaniowa zdawaliśmy sobie doskonale sprawę z tego, że miejscowi będą naładowani dodatkową energią i zapewne podostrzą grę, z uwagi na to, iż zaciekle walczą o utrzymanie się w serie A. W ostatnich czterech konfrontacjach z tym rywalem trzykrotnie musieliśmy uznać jego wyższość. Zwłaszcza u siebie przy dopingu swoich sympatyków domaniowianie bywają bardzo groźni. W kadrze jordanowian brakowało Artura Brzeźnego, pukającego do pierwszego składu Kuby Markiewicza oraz szykującego się do wyjazdu na Zieloną Wyspę Staszka Ziemby. Pozostali zawodnicy pozostawali do dyspozycji trenera Józka Kostka. Tym razem coach zdecydował się postawić na powracającego do jedenastki Michała Krawca, który miał uporządkować grę w środku pola.

Tytułem wstępu należy podkreślić postawę dwóch osób, mieniących się rzekomo naszymi kibicami, którzy posługując się niewybrednymi epitetami lżyli niektórych naszych piłkarzy. Ci panowie doskonale wiedzą, że o nich chodzi i powinni zastanowić się nad sensem pojawiania się na pojedynkach z udziałem biało-zielonych, bo ich zachowanie na pewno, eufemistycznie mówiąc, przeszkadza. Ci pseudokibice zwłaszcza upatrzyli sobie Sylwka Filasa, który akurat jest jednym z tych piłkarzy, którzy najwięcej serducha wnoszą w grę.

Wracając do spotkania, to już w 4 min. Marek Antoń z prawej flanki posłał podanie do Marcin Lisowskiego, który nie zwykł kalkulować w takich sytuacjach i mocnym uderzeniem pod poprzeczkę pokonał, jak się później okazało, dziwacznie zachowującego się bramkarza gospodarzy. Prawidłowość zdobytego gola kwestionowana była przez miejscowych, którzy domagali się przerwania akcji z powodu ofsajdu. Sędzia pozostawał nieugięty, ale uprzedzając przebieg zawodów należy zauważyć, że cała obsada sędziowska totalnie się gubiła i brak było między nimi zgodności w spornych zdarzeniach. Tak, czy inaczej tak szybkie wyjście na prowadzenie powinno było pozwolić gościom na kontrolowanie wydarzeń na placu. W 11 min. wszędobylski w tym starciu Lisu wyłuskał futbolówkę obrońcy Rapid i pomknął prawym skrzydłem a następnie skierował kulę w kierunku „prostokąta”. Kąt był bardzo ostry i trudno było zgrać piłkę do nadbiegającego z przeciwnej strony Lisowi. Szkoda, że w 11 min. w zupełnie niegroźnej sytuacji, z boku szesnastki, Suseł zamiast w bala wcelował w nogi oponenta i rozjemca nie miał wątpliwości co do podyktowania wapna. Pewnym egzekutorem rzutu karnego stał się Michał Reszczyński. Podrażnieni takim obrotem sprawy przyjezdni w 17 min. za sprawą dobrze radzącego sobie Pawła Ziemby starali się odpowiedzieć. Nasz pomocnik oddał mocne uderzenie z 22 metrów, które wypluł przed siebie Dariusz Giełżecki. Śpieszący z dobitką Jacek Szczęśniak plasowanym uderzeniem o mało co nie umieścił piłki w klatce. Futbolówka po rękach bramkarz, odbijając się od zewnętrznej części słupka wyszła za linię końcową. W 22 min. na strzał z dystansu zdecydował się Misiek, ale zabrakło mu precyzji. Minutę później Marian urwał się prawym sektorem i otrzymał podanie od Jacy. Bramkarz domaniowian skrócił kąt i skutecznie interweniował. W 31 min. zupełnie niezrozumiale zachował się łapacz Rapidu, kiedy wychodząc do futbolówki i mając ją w rękach z premedytacją staranował Marka Antonia. Sędzia główny najpierw nie dopatrzył się faulu, ale po konsultacji z liniowym wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od świątyni D. Giełżeckiego, napominając go jednocześnie żółtym kartonikiem, choć właściwsza byłaby bezwzględnie kartka czerwona. Gracze gospodarzy głośno protestowali, oblegając arbitra i kierując w jego stronę szereg inwektyw. Jeden z rapidzian starł się nawet bezpośrednio z rozjemcą, który bał się wszak prawidłowo zareagować. Po uspokojeniu sytuacji do karnego podszedł Michał Krawiec, ale uderzył źle, dając bramkarzowi gości szansę odbicia gały. Do dobitki Misiek też złożył się fatalnie, pudłując nad bramką. Końcowy kwadrans pierwszej odsłony to więcej uszczypliwości i złośliwości ze strony obu zespołów, co przekładało się głównie na przewinienia.

Wiadomo było, że najbardziej optymalnym wyjściem byłoby zdobycie prowadzenia tuż po przerwie. Bliżsi tego byli gospodarze, ale kapitalną interwencją w pojedynku sam na sam z Markiem Warszawskim popisał się Iro, ratując kolegów przed utratą drugiego gola. W 59 min. wprowadzony chwilę wcześniej na murawę Dawid Lech po zagraniu od Pawła wyszedł na spotkanie jeden na jednego z D. Giełżeckim. Jakoś nieudolnie zebrał się do uderzenia i zamiast do bramki, kopnął bala obok niej. Ta zmarnowana okazja zemściła się w 64 min. Przed linią pola karnego Tomek Mirowski ściął równo z trawą gracza Rapidu, po rzucie wolnym futbolówka po odbiciu się od głowy jednego z piłkarzy stojących w murze szybowała tuż pod poprzeczkę. Tylko Irowi zawdzięczamy to, że nie przegrywaliśmy, bo wypiąstkował on zmierzającą do siatki kulę na zewnętrzną część „belki”. Szkoda tylko, że po kornerze futbolówka poleciała prosto do bramki, w świetle której przepychało się kilku graczy a Iro został zblokowany. Potem w rolę aktora próbował wcielić się bramkarz miejscowych, padając jak rażony piorunem po wydumanym kontakcie z Lisem. To zdarzenie wyglądało bardzo komicznie i w symulowaniu D. Giełżecki mógłby zaliczać się do czołówki. Całe szczęście, że bardzo szybko nefrycianie doprowadzili do remisu. Radek Gabryś zacentrował w pole karne a tam niezdecydowanie defensora Domaniowa wykorzystał Lisu, umieszczając piłkę w siatce. W 73 min. zaatakowali rapidzianie. Jeden z nich próbował przelobować Ira ale z opresji wybawił nas Albert Kaczor ofiarną główką wybijając bala na róg. W 75 min. miejscowi musieli radzić sobie w osłabieniu, gdy w konsekwencji dwóch żółtek, po przewinieniu na Siwym, boisko opuścić musiał Jan Dumański. Rzut wolny egzekwował Misiek i po jego wrzutce nikt nie przeciął lotu piłki i ta bezpośrednio wpadła do siatki. To podziałało jak kubeł zimnej wody na przeciwnika i już w 76 min. Paweł Ziemba o mało co nie zdobył gola. Piłka po jego soczystym uderzeniu z dalszej odległości poszybowała tuż nad poprzeczką. W 81 min. losy potyczki zostały już przesądzone. Lisu wypuścił w uliczkę Siwego, ten w sytuacji jeden na jednego posłał kulę do klatki. Swoją szansę na celne trafienie miał też Radar, ale po koronkowej akcji nieczysto wcelował w kulę a tę z linii bramkowej wyekspediował jeden z miejscowych.

Wygrana na trudnym daje teraz jordanowianom komfort gry, bo zapewnili oni sobie już utrzymanie. Teraz na ich drodze staje również pewna pozostania w lidze Polonia Wrocław i nasz trener może sobie pozwolić na wystawienie dublerów.

RAPID DOMANIÓW - NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI 2-4 (1-1)

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - S. Filas, B. Kuc, M. Czyż, T. Mirowski (87 min. P. Turkiewicz) - A. Kaczor, P. Ziemba, M. Krawiec, M. Antoń (78 min. R. Gabryś), J. Szczęśniak (46 min. D. Lech) - M. Lisowski.

Bramki (Nefryt):
M. Lisowski 2 (4 i 70 min.), M. Krawiec (77 min.), D. Lech (80 min.).

Żółte kartki (Nefryt):
M. Antoń, T. Mirowski, R. Gabryś
.
Sędziowali:
Matyja jako główny oraz Hryc i Viallba.