AKTUALNOŚCI
  
 
NEFRYT JAK GROM Z JASNEGO NIEBA, 
CZYLI
POGROM NIKCZEMNY LIDERA

28.09.201
 
Starcie na szczycie naszej grupy „A” klasy miało udowodnić niedowiarkom, że ostatnie sukcesy nefrycian w rozgrywkach pucharowym nie są dziełem przypadku. Team spod Strzelina, wedle deklaracji sterników klubu, walczy o czołowe miejsca w tabeli i po pięciu kolejkach przewodził w lidze, wywożąc m. in. zwycięstwo i remis odpowiednio z trudnego terenu w Domaniowie i Pustkowie Wilczkowskim. Biało-zieloni wiedzieli, że przy właściwym podejściu są w stanie poradzić sobie z podopiecznymi trenera Krzysztofa Garczarka. Przywilej własnego boiska nie odgrywał tu jakiejś znaczącej roli, choć trzeba nadmienić, że jedynej jak dotąd porażki doznaliśmy w Osieku.

Na zbiórce i odprawie przedmeczowej zjawili się wszyscy zawodnicy, za wyjątkiem Patryka Turkiewicza, który uczestniczył w biegu ulicznym w Strzelinie. Coach posłał do boju następującą jedenastkę: Irek Brzezicki - Sylwek Filas, Bartek Kuc, Jacek Szczęśniak, Marcin Czyż - Albert Kaczor, Paweł Ziemba, Artur Brzeźny, Dawid Lech, Michał Krawiec - Marcin Lisowski.

Początek zawodów nie obfitował w sytuacje podbramkowe, obie drużyny raziły niedokładnością i piłka najczęściej szybowała w powietrzu, składnych akcji było jak na lekarstwo. Gra toczyła się w środku pola i trudno było doszukiwać się jakości w poczynaniach jednych i drugich. To wzajemne „przeciąganie liny” próbował przerwać Lisu, decydując się na strzał z dystansu, jednak zdecydowanie zabrakło precyzji. Dopiero w 20 min. te nieporadne poczynania w wydaniu obu ekip przerwał Siwy, niepotrzebnie dopuszczając się faulu przed polem karnym. Po rzucie wolnym bal pofrunął w powietrze, przybierając postać tzw. zawiesinki po czym jeden z jordanowian wyekspediował przed szesnastkę. Za krótko wybitą gałę przejął jeden z miejscowych i zdecydował się na uderzenie, po którym piłka przeszła dwa metry nad poprzeczką. Z biegiem czasu lekką inicjatywę przejmowali nefrycianie. W 28 min. brak komunikacji bramkarza i obrońcy gospodarzy wykorzystał Lisu, wyłuskując futbolówkę i umieszczając ją w siatce. Objęcie prowadzenia dawało lekki komfort biało-zielonym i mogli oni zabezpieczyć się z tyłu, inicjując kontry. Za wiele takich wypadów jednak nie przeprowadzili, jedynie w 45 min. Arczi wyłożył piłkę Michałowi Krawcowi a ten zamiast ją przyjmować pokusił się o strzał z pierwszej piłki, co nie było najwłaściwszym rozwiązaniem. Kuropatniczanie zaś nie wypracowali sobie dogodnej okazji do odrobienia strat i pierwsza część, po wyrównanym spotkaniu, zakończyła się jednobramkową przewagą bianco-verde. Niestety w 26 min. doznaliśmy dużego osłabienia, bo z kontuzją płytę opuścić musiał nasz kapitan Albert Kaczor. Trzeba zauważyć, że Alban był takim wahadłowym, porządkował i nadawał odpowiednie tempo grze nefrycian w środku pola, spisując się korzystnie w defensywie, jak i w ofensywie. W jego miejsce pojawił się Radek Gabryś Pijawka, który jest jednym z największych walczaków w drużynie.

W przerwie szkoleniowiec Józek Kostek uwrażliwił swoich piłkarzy, aby nie wdawali się w zbędną wymianę ciosów, tylko szybko zdecydowali się na zdobycie drugiego gola.

Od pierwszego gwizdka rozjemcy Jasiny w drugiej połowie jordanowianie nacisnęli na rywala i już w 47 min. było 2-0. Misiek zacentrował w pole karne, gdzie kulę przejął Siwy, idealnie wykładając ją Lisowi. Temu nie pozostawało nic innego jak tylko dopełnić formalności. W 56 min. prawym skrzydłem przedziera się aktywny Lisu, finalizując swoją akcję wrzutką na głowę Siwego. Szkoda tylko, że naszemu wszędobylskiemu skrajnemu pomocnikowi zabrakło

Dwubramkowe prowadzenie winno pozwalać nefrycianom na ułożenie sobie rywala. Niestety za bardzo się cofnęliśmy, czym umożliwiliśmy kuropatniczanom przeniesienie ciężaru pod pole karne Ira. Efektem tego była okazja dla gromniczan w 57 min., gdy po rzucie wolnym w gąszczu piłkę wypiąstkował Iro a ta trafiła w posiadanie jednego z gospodarzy a ten nie namyślając się długo oddał mocny strzał. Dobrze dysponowany Irek poradził sobie z tym uderzenie, łapiąc kulę. W 60 min. w odpowiedzi Arczi zaadresował gałę do Siwego, który kopnął mocno w stronę bramki Dawida Krawczuka. Golkiper załogi spod wzgórz Gromnik łatwo poradził sobie z tym uderzeniem. Niestety w 65 min. nieodpowiedzialnie w rogu szesnastki zachował się utrzymujący dobra dyspozycję Jaca, podstawiając nogę oponentowi, czym sprokurował rzut karny. Wapna na celne trafienie nie potrafił na całe szczęście zamienić egzekutor tego stałego fragmentu gry. To zdarzenie nie zadziałało jakoś deprymująco na kuropatniczan i zaciekle dążyli oni do zdobycia kontaktowej bramki. Udało im się to w 71 min., a właściwie nie im lecz Jacy, który tak niefortunne główkował, iż przelobował Ira i zaliczył samobója. W 75 min. tylko fortunie zawdzięczamy to, że miejscowi nie zdołali wyrównać. Po rzucie rożnym w zamieszaniu na przedpolu świątyni Ira futbolówka zatrzymała się na poprzeczce, który musiał ponownie uwijać się jak w ukropie, broniąc zmierzającą do klatki kulę. Potem gała po następnej dobitce pofrunęła nad prostokątem. Te okoliczności w końcu zmobilizowały nefrycian do oddalenia gry od swojej bramki, co zaowocowało najlepiej jak tylko mogło. W 78 min. Dawid Lech błysnął swoją szybkością i po minięciu rywala wyprowadził na dobrą pozycję Lisa a ten przegrał do Arcziego, który podtrzymał swój kapitalny bilans - w każdym meczu bieżącego sezonu gol, wpisując się tym samym na listę strzelców. Taki obrót spraw złamał morale miejscowych i w 81 min. wprowadzony chwilę wcześniej Dawid Banaś odegrał futbolówkę do Siwego a ten strzałem po koźle wpakował bala do klatki. Gospodarze ostatecznie sami pogrążyli się w 89 min., kiedy po dośrodkowaniu Siwego kulę do własnej bramki wcelował stoper Gromnika Andrzej Jasiński.

5-1 z liderem na wyjeździe robi wrażenie. Nie można wszakże popadać w samozadowolenie i dalej prezentować wypracowany styl i schematy taktyczne. Znaleźliśmy się na pierwszym miejscu w tabeli i każdy z kolejnych przeciwników będzie się na nas podwójnie motywował. Fajnie, że w zespole wytworzyła się sympatyczna atmosfera, którą jeszcze napędzają zwycięstwa. Można pozostawać pod wrażeniem trio nefricios w osobach Lisa, Arcziego i Siwego, którzy prawie każdym pojedynku pokonują bramkarzy. Biało-zielonym zdarzają się jeszcze przestoje w grze, czego nie spożytkowali kuropatniczanie, ale przeciwko Jaszowicom w najbliższą niedzielę takie sytuacje mogą się zemścić, dlatego koniecznym jest podtrzymanie koncentracji.

GROMNIK KUROPATNIK - NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI 1-5 (0-1)

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - S. Filas, B. Kuc (87 min. A. Gieracki), M. Czyż, J. Szczęśniak (76 min. T. Mirowski)
- A. Kaczor (26 min. R. Gabryś), P. Ziemba (73 min. D. Banaś), D. Lech, M. Krawiec, A. Brzeźny (80 min. M. Antoń) - M. Lisowski.

Bramki (Nefryt):
M. Lisowski 2 (28 i 47 min.), A. Brzeźny (78 min.), D. Lech (81 min.) , samobójcza (89 min.).

Żółta kartka (Nefryt):
P. Ziemba.

Sędziowali:
Jasina jako główny oraz Foremny i K. Kaczmarek.