AKTUALNOŚCI
  
 
PRZECIWKO POLONII ZGINĘLIŚMY OD WŁASNEJ BRONI
06.10.201
 

Starcie ze spadkowiczem, którego działacze nie maskują się i otwarcie zapowiadają walkę o powrót do okręgówki, rodziło wiele emocji. Naprzeciw siebie stawały ekipy z pierwszego i trzeciego miejsca w tabeli. Dodatkowego smaczku dodawał fakt niedalekiej odległości między obiema miejscowościami i postrzeganie tego spotkania przez co niektórych jako quasi-derby. Pozycja lidera zobowiązywała biało-zielonych, jednakże najwyraźniej nie wszyscy wzięli na poważnie jedną z najważniejszych potyczek jesieni. Mowa tu o Dawidzie Lechu, który we wcześniejszych meczach należał do wyróżniających się zawodników a teraz nie wiedzieć czemu w ogóle nie pojawił się na zawodach. Na domiar złego z powodu urazu musiał pauzować nasz kapitan Albert Kaczor, dbający o arytmię gry w środku pola. Kolejną absencją był brak skrajnego obrońcy Tomka Mirowskiego. Wobec takiego stanu rzeczy zdawaliśmy sobie sprawę ze skali trudności. Uprzedzając opis potyczki, u kilku z nefrycian dało się zauważyć to, iż nie wytrzymali ciśnienia stawki rywalizacji.

Od pierwszych fragmentów obserwowaliśmy „szamotaninę” na murawie, gdyż żaden z zespołów nie potrafił zorganizować swoich poczynań a futbolówka najczęściej szybowała bezładnie w powietrzu. W 5 min. zupełnie niepotrzebnie piłkę do Ira zagrywał Suseł, który niezbyt dokładnie i za krótko wyekspediował gałę a ta trafił pod nogi jednego z przyjezdnych. Ten nie zastanawiając się długo uderzył, po którym goście mieli rzut rożny. Następne minuty to gra mało ciekawa dla oka, kiedy bal najczęściej znajdował się w środkowej strefie boiska. W 17 min. pierwszą podbramkową okazję stworzyli jordanowianie, ale po podaniu głową Marcina Lisowskiego piłkę klatką piersiową źle przyjął Paweł Ziemba i w konsekwencji mu ona odskoczyła. Mecz nie obfitował w jakieś składne akcje i na pewno do jego poziomu można było mieć sporo zastrzeżeń o perfekcji nie wspominając. W 26 min. po raz wtóry nasi defensorzy pozwolili na wbiegnięcie jednemu z rywali, który dośrodkował z prawej do swojego partnera. Strzał tego ostatniego ofiarnie nogą na kornera wybił nasz golkiper. W 27 min. tym razem Lisowi zagraniem rewanżuje się Pawka, ale uderzenie naszego napastnika na róg piąstkuje Dawid Dąbrowski. W tym miejscu należy podkreślić, że naszym najskuteczniejszym piłkarzem pieczołowicie opiekował się Damian Isztwan, pozostawiając Lisowi bardzo mało swobody. Często pomiędzy nimi dochodziło do ostrych starć, w których nie przebierali środkami. Do końca nudnej pierwszej odsłony można odnotować jeszcze jedynie uderzenie Artura Brzeźnego, obsłużonego przez Lisa, po którym futbolówkę za końcową linię wybił bramkarz przyjezdnych.

O pierwszej części w wykonaniu nefrycian trzeba było jak najszybciej zapomnieć. Ewidentnie nie prezentowali oni umiejętności, do których są predystynowani. W 51 min. wprowadzony po przerwie Patryk Zgrys źle opanowuje piłkę, po czym nie zdąża do niej Lisu. Wśród biało-zielonych w dalszym ciągu szwankowała dokładność a niektórym z nich po prostu brakowało zaangażowania. To wszystko przełożyło się na stratę bramki, gdy po wypiąstkowaniu gały przez naszą ostatnią instancję skuteczną dobitką wynik zawodów otworzył Łukasz Gąsior. Trzy minuty później powinno być 1-1. Tylko szczęściu przeciwnik zawdzięcza, iż nie stracił gola, bo po rzucie rożnym Lisu obrócił się i wcelował w światło bramki, ale akurat tam, gdzie stał D. Dąbrowski. W 63 min. refleks Ira uratował bianco-verde. Nasz bramkarz intuicyjnie obronił strzał z szesnastu metrów. W 64 min. nie był on już nic zaradzić i stanąć na przeszkodzie, aby piłka nie wleciała do klatki. Formalności dopełnił Dawid Botuszan. W 66 min. nefrycianie zdobyli kontaktowe trafienie. Lisu wypuścił Pawkę a ten w sytuacji sam na sam pod nogami D. Dąbrowskiego posłał bala do siatki. Szkoda, że ten kontaktowy gol nie zmobilizował naszych graczy do większej determinacji w grze, bo nieustępliwości nie można było im odmówić w walce wręcz, czego dowodem było pięć żółtych kartek w tej połowie dla obu drużyn.

Porażka boli, choć prawdę powiedziawszy na zwycięstwo chyba żaden z teamów nie zasługiwał i podział punktów byłby najsprawiedliwszy. Goście byli skuteczniejsi i to oni wyjechali z pełną pulą, tym samym niwelując stratę do nas zaledwie do jednego oczka. Nie ma co gdybać, jak rozwinąłby się ten mecz w sytuacji posiadania przez jordanowian pełnej kadry. Teraz przychodzi odkuć się za tę przegraną a najbliższą okazją na to będzie potyczka pucharowa w 1/8 Pucharu Polski strefy wrocławskiej w Pęczu przeciwko miejscowej Koronie.

NEFRYT JORDANÓW ŚLĄSKI - POLONIA JASZOWICE 1-2 (0-0)

Skład (Nefryt):
I. Brzezicki - S. Filas, B. Kuc, M. Czyż, A. Gieracki - R. Gabryś (80 min. P. Turkiewicz), P. Ziemba,
A. Brzeźny, M. Antoń (46 min. P. Zgrys), M. Krawiec - M. Lisowski.

Bramki (Nefryt):
P. Ziemba (66 min.).

Żółte kartki (Nefryt):
M. Lisowski, M. Krawiec.

Sędziowali:
Zawadzki jako główny oraz Struski i Dumycz.